Klangor – Arytmia. Recenzja

with Brak komentarzy

Arytmia to debiutancka płyta warszawskiego zespołu Klangor, która ukazała się 7 maja 2022 roku.

 

 

Jak się okazuje świat muzyczny jest mały. Wokalistą zespołu Klangor jest Piotrek “Syrok” Syrocki czyli frontman Crue. A sam album Arytmia został zarejestrowany w Studio U Marchewy czyli u Marcina „Marchewy” Mackiewicza, producenta, gitarzysty znanego z zespołu Dead Efforts, który powstał z części z muzyków B.E.T.h.…W jego studiu nagrywali min. Kabanos, Zenek Kutapasa, Venflon czy Sexbomba i oczwyście Crue też….

Jest trochę tych powiązań i to między innymi one doprowadziły mnie do Klangora i ich debiutanckiego krążka Arytmia. Zespół powstał w 2019 roku z połączenia pasji i chęci do cięższego grania, więc mowa tu o muzyce rockowo-metalowej, bowiem jest tutaj sporo ciężkiego uderzenia. Debiutancki longplay zawiera 13 utworów i trwa pięćdziesiąt dwie minuty.

 

A co na nim znajdziemy? Bardzo szeroki przekrój ciężkiego i jednocześnie melodyjnego grania w które wplecione są jak zwykle dojrzałe i przemyślane wokale. To jedna z tych płyt, które im częściej się ich słucha, tym coraz to nowe rzeczy słuchacz odkrywa. Ciężkie brzmienia dodają kolorytu na tyle, że nie ma tu mowy o rockowej „ostrożności”. Gdy trzeba przypierdolić to owo przypierdolenie jest. Jednocześnie nie ma chaosu bo produkcyjnie każdy dźwięk został odpowiednio okiełznany.

Arytmia to dowód na to, że ciężkie brzmienia nie umarły i mają się bardzo dobrze. To kolejna z płyt, które bardzo chętnie dodaję do swojej playlisty „offline” i kiedy jestem w terenie ze słuchawkami w uszach a ginie zasięg internetowy to mówię sobie „wasza strata ja mam tu coś pewnego”. O tym jaka jest muzyka na Arytmii najlepiej mówią sami muzycy w oficjalnych materiałach prasowych.

 

 

Rafał „Nówka” Nowakowski:

Album jest niejako podsumowaniem naszej dotychczasowej muzycznej podróży, której początki można znaleźć kilkanaście lat temu kiedy jeszcze świadomość muzyczna była raczej na niskim poziomie. Każdy z nas przebył tą podróż na własny rachunek rozwijając się i poszerzając swoje muzyczne horyzonty a także nabierając doświadczenia muzycznego i scenicznego. Zebrane pomysły , dostały się w tryb Klangorowej machiny twórczej. Machiny którą nie łatwo było kierować a która czasem się buntowała i blokowała. Różnice zdań, kompromisy, dyskusje o własnych wizjach określić można w trzech słowach: krew, pot i łzy. Tak narodziła się Arytmia. Różnorodność kompozycji, aranży czy pomysłów na numery właśnie wynika z tego, że proces twórczy trwał i ewoluował na przestrzeni tylu lat. „

Kamil Nowicki:

Z początku byliśmy ciekawi, co może przynieść połączenie różnych gustów muzycznych i czasem zupełnie innego poglądu na cięższą muzykę rockowo metalową. W ten sposób powstały pierwsze single i demo składające się z numerów Zbroja, Czerwone Słońce, Kryzys. W tym momencie projekt zaczął być zespołem, bo już wiedzieliśmy, że chcemy nagrać całą płytę.”

Nie bez przyczyny mówi się, że im więcej potu podczas treningów, tym mniej krwi w boju. Album jest dopracowany w każdym calu a słowa jego autorów nie są rzucone na wiatr. Mało kto wydając swój debiut w tak profesjonalny sposób, cytując Syroka, „wychodzi z mroku”. Ktoś kto nie miałby informacji, że to pierwszy album w ich dorobku, mógłby pomyśleć, że to już kolejna, dojrzała płyta. Skąd to wiem? Bo sam tak na początku myślałem i słuchałem Arytmii z takim przekonaniem, dopóki nie wgryzłem się w informacje zarówno o płycie jak i o samym zespole.

 

 

Wspomniałem na początku, że w Klangorze na wokalu występuje Piotrek „Syrok” Syrocki. W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, by nie odbierać tego, jakoby był to jego projekt poboczny. Po prostu Syrok udziela się wokalnie w dwóch zespołach a Klangor na pewno nie jest „przy okazji”. Co nie zmienia świadomości, że fani jego wokalu mogą mieć powody do radości, bo można go słuchać w różnych odsłonach i przede wszystkim więcej. Dodatkowo występowanie w dwóch kapelach to świetny poligon doświadczalny dla samego zainteresowanego i dla słuchaczy jak to wszystko wypada w praniu.

A jak słychać jest wyśmienicie, bo tutaj wokale są mocne i charyzmatyczne. Z miejsca słychać kto stoi za mikrofonem a nieomylność tego wrażenia pogłębia wnikliwa analiza tekstów, które jak zwykle są nieoczywiste i zawierają wiele głębszych, ukrytych myśli i skłaniają do refleksji. I to właśnie lubię, przekaz który skłania do przemyśleń, powoduje ferment intelektualny i na pewno nie pozwala przechodzić przez sesje odsłuchu obojętnie. Daje możliwość utożsamiania się z tym co właśnie trafia do słuchacza, bo tematy podejmowane w tekstach Piotra są na czasie i jednocześnie bardzo rzetelną, chociaż często surową, analizą otaczającej rzeczywistości.

 

 

Ciężkie brzmienie dobitnie to podkreśla z taką siłą, że jeśli ktoś tego nie rozumie lub się z tym nie zgadza, może szukać gdzie indziej. Chociaż i tak wróci, bo przekaz tej płyty jest tak silny, że nawet jeśli zakończy się sesję odsłuchową, po jakimś czasie wraca się do niej bo…..coś zawsze w głowie zostaje i następuje ochota to zweryfikować, posłuchać jeszcze raz. Wtedy ponownie coś nowego przykuwa uwagę i proces zaczyna się od nowa. Takie muzyczne perpetuum mobile.

Arytmia to płyta idealna na te czasy, gdy człowiek zadaje sobie wiele pytań, zatrważa go wiele niezgodnych z zasadami logiki mechanizmów w jakie rzeczywistość próbuje go wrzucić, co jest niezgodne ze zdrowym rozsądkiem. Taki krzyk z otchłani, że wszystko niby sobie trwa ale na pewno tak być nie powinno. To odpowiedź na wiele zjawisk z którymi nie możemy się pogodzić. I fakt, że może nie ma siły sprawczej by coś zmienić, ale pociesza że ktoś także ma podobne do naszego na dane zagadnienia zdanie. W dodatku potrafi odnieść się do nich w bardzo wysublimowany sposób!

 

 

Pewne jest to, że na koncercie przy tej muzyce nie da się stać spokojnie. Takie zjawiska jak pogo, headbanging czy ściana śmierci, to zjawiska oczywiste gdy słyszy się dźwięki Arytmii. I kto wie, może uda mi się to zweryfikować osobiście. Zresztą zdjęcia z fanpage zespołu zdają się potwierdzać moje słowa.

Polecam Arytmię, bo ten album to pozycja obowiązkowa dla fanów ciężkich brzmień. A kto już tą płytę zna, może tylko potwierdzić moje słowa.

 

KlangorArytmia

Premiera – 7 maja 2023

 

1. Intro – 2:40

2. Zbroja – 4:47

3. Fiołek – 4:00

4. Fristajla (Cover) – 4:14

5. Kryzys – 4:18

6. Podzieleni – 4:36

7. Czerwone Słońce – 4:32

8. Covid – 3:52

9. Puste Gniazdo – 4:14

10. W Poprzek – 4:11

11. Czwartek – 3:28

12. Ognisko – 4:31

13. BAM BAM – 2:33

 

Piotr „Syrok” Syrocki – wokal

Rafał „Nówka” Nowakowski – gitara solowa

Kamil „Cyber” Nowicki – gitara ryrmiczna

Mateusz „Fifa” Wiak – bas

Tomasz Nachyła – perkusja

 

Produkcja/Mastering – Studio U Marchewy

Zostaw Komentarz