40

with Brak komentarzy

Dziękując wszystkim za życzenia urodzinowe, chciałbym podzielić się z ich okazji pewnymi refleksjami.

 

 

Otóż właśnie skończyłem 40 lat. Niektórzy gdy pojawia się czwórka z przodu dostają lekkiego doła, inni popadają w depresję a jeszcze innych dopada „kryzys wieku średniego”.

Mi samemu ciężko uwierzyć, że już tyle wiosen chodzę po tym świecie, bo w środku czuję się jakbym miał co najwyżej dwadzieścia lat.

PESEL się nie zmienia, ale upływający czas dodaje lat i tylko od nas samych zależy jak z nich skorzystamy. Dlatego patrząc w przeszłość jestem sobie wdzięczny, że kiedyś postanowiłem iż nie pozwolę sobie na to, by „życie przeleciało mi przez palce”. I nie oglądając się na resztę świata, która nomen omen często próbowała mieć na mnie wpływ, realizowałem i nadal realizuję każde swoje założenie, jakie przyjdzie mi do głowy.

Dzięki temu spełniłem wiele ze swoich marzeń, byłem w miejscach w których chciałem być i jeszcze przed czterdziestką „odhaczyłem” naprawdę ogromną ilość rzeczy których chciałem doświadczyć. Dlatego więc nie popadam w marazm z myślami o tym, co mogłem zrobić a czego nie zrobiłem, wiedząc że czasu nie da się cofnąć.

A teraz, gdy zaczęła się czwarta dekada życia, spoglądam na świat z optymizmem. Bo bardzo cieszę się, że w ogóle żyję, patrząc na to ile razy w przeszłości otarłem się o śmierć, czy to na drodze, czy w innych życiowych sytuacjach. Mój organizm mimo intensywnego trybu życia, jak na ten wiek, ma się bardzo dobrze, co potwierdzają wyniki i opinie lekarskie.

I jest coś co sprawia, że pozytywnie patrzę w przyszłość. Obcując z ludźmi w szerokim spectrum wieku, przekonałem się, że wiek to pojęcie względne. Liczby, które społeczeństwo chce w jakiś sposób definiować i wrzucać innych w jego szufladki. Mnie napawa radością fakt, że świat nie zabił we mnie tego dziecka, które ciągle chce odkrywać i zdobywać, realizować się i stawiać sobie kolejne wyzwania. Jednocześnie doświadczenie pozwala mi patrzeć na wiele spraw z odpowiednią dozą dystansu i ostrożności. Na tyle by skutecznie unikać pułapek, w które jeśli bym wpadł, to długo trwałoby wyjście „na powierzchnię”. Dodatkowo bardziej od liczby rzeczy zrealizowanych kręci mnie to ile jeszcze mogę odkryć i przeżyć.

Ta niepewność ile jeszcze przyjdzie mi wiosen chodzić po tej ziemi, wręcz nakręca mnie by czerpać z życia jak najwięcej by mieć tylko dobre wspomnienia. Podczas gdy wielu zaczyna dopadać marazm związany ze swoim wiekiem, ja naprawdę cieszę się, że dotarłem do tego etapu. Tym bardziej, że zasady którymi się kieruję są od lat niezmienne, co najwyżej lekko modyfikują się na bazie doświadczeń.

Czterdzieści lat to wiek, że w zależności od towarzystwa w którym się znajduję, odbierany jestem różnie. Jedni widzą we mnie zwapnionego dziadka, którego głównym celem życiowym powinno być wybieranie sobie drzewa na trumnę. Gdzie indziej natomiast mówią, że jestem młody i mam jeszcze mleko pod nosem podkreślając, że sami chcieli by mieć tyle lat, co dla mnie jest naprawdę wysublimowanym komplementem.

Uważam się za szczęściarza jeśli chodzi o rok w którym się urodziłem czyli w 1985. PRL właśnie się kończył, a ja pamiętam, że w domu zawsze był „Bobo Frut”, tata bowiem pracował w zaopatrzeniu i miał dostęp by kupować go „od zaplecza”. I mimo że PRL upadł w 1989 roku, to patrząc przez pryzmat przeżytych dekad widzę, że komuna nadal ma się dobrze, a najbardziej w umysłach starszych pokoleń, które zostało nią przesiąknięte. Natomiast cieszy mnie to, że moja edukacja przebiegła w „starym systemie”, gdzie szczęśliwie byłem ostatnim rocznikiem, który przeszedł 8 klas podstawówki zanim pojawiły się gimnazja. Pisałem „starą” maturę, gdzie nie było jakichś punktów czy procentów a normalne oceny, wystawiane przez komisję z mojej szkoły. Chociaż już wtedy było wiele poluzowań, to jednak do dziś pamiętam wiele z lekcji i dumą napawa mnie zdobyta wiedza.

Więc gdy patrzę na obecną młodzież, której niski poziom umysłów wręcz przeraża, uspokajam się. Bo z jednej strony to nie ich wina, że system ich ogłupia. Z drugiej jednak nie widzę w nich, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, kandydatów na bycie prekursorami w swoich dziedzinach.

Być może przejście w nową dekadę nie jest tak przerażające jak miało to miejsce 10 lat temu, kiedy to dwójka zmieniła się na trójkę z przodu. Bo wtedy postanowiłem, że patrząc na moją drugą minioną dekadę życia, że w trzeciej będę robił wszystko by w przyszłości nie móc sobie zarzucić, że życie przeleciało mi przez palce. I dziś gdy ta przyszłość nastąpiła z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nie zmarnowałem tego czasu. Ilość przeżyć i sukcesów jakie pojawiły się na moim koncie w tym czasie jest taka, że pamiątki i trofea po nich są w każdym kącie mojego domu. To daje mi poczucie pewności i stabilnego gruntu, że nie zaprzepaściłem tych lat i mogę z podniesioną głową patrzeć w przyszłość.

Słuchając wypowiedzi innych mądrych ludzi, wiem że z życia trzeba korzystać tu i teraz. Ludzkie zdrowie i życie jest tak kruche, że nigdy nie wiemy kiedy może się ono posypać lub co gorsze zakończyć. Dlatego korzystam z niego pełnymi garściami, biorąc dla siebie to co najlepsze, odrzucając to, co nie przyniesie mi korzyści. Bardzo rozsądnym posunięciem wiele lat temu była decyzja o tym, by skutecznie, oddolnie, profilaktycznie i jednocześnie bezlitośnie odrzucać od siebie każdego kto chce mi narzucić swoją wolę, nachalnie doradzać, podważać moją samoświadomość, czy wpływać na moje decyzje czy myśli. A dzieje się tak, bo obecnie, w sumie nie wiedzieć czemu, większość społeczeństwa, czy to z racji wychowania, czy ze zwykłego wyjałowienia umysłu, zachowuje się jak matrona rodem z głębokiego PRL. I to skrzywienie powoduje, że czują się wręcz odpowiedzialni za mówienie innym co i jak oraz kiedy robić. Dziś mogę ze śmiałością powiedzieć, że ten system eliminacji działa i sprawdza się tak samo jak działanie mojej strony. To znaczy, że najpierw się z Ciebie śmieją, potem obserwują, by na koniec się od Ciebie uczyć.

A nawet jeśli popełniam w życiu błędy i upadam, to są to tylko i wyłącznie moje błędy i upadki i absolutnie nikt nie ma prawa ich oceniać i krytykować.

Kiedy idę przez życie mając „przy sobie” ludzi, którzy mnie wspierają i pomagają w ciężkich chwilach a co najważniejsze widzą we mnie takiego jakim jestem, to życie jest o wiele lżejsze i można spokojnie nie tylko funkcjonować ale i co najbardziej istotne – rozwijać się.

Te wszystkie „ludzkie przeszkadzajki”, których trzeba było pozbyć się z codzienności, dlatego tak napierały ze swoimi zdradliwymi wskazówkami, bo nie mając swojego życia i perspektyw rozwoju, zawładnęły chęcią uniemożliwienia tego innym. Bo co jak co, ale ja nie byłem jedynym na ich drodze, więc tu akurat sytuacja wydaje się być sprawiedliwa. Ja po prostu nie toleruję pewnych rzeczy i idę swoją ścieżką.

Do niektórych celów była długa droga, ale kiedy już osiągnąłem to co chciałem, to opadnięte kopary niektórych zasługiwały na zdjęcie w galerii pod tytułem „mina za milion dolarów”

Nowa dekada to nowe możliwości, wyzwania i niewiadoma. Kierując się zasadą, że wszystko jest możliwe, jeśli weźmie się życie w swoje ręce, można osiągnąć wiele. To zawsze mi przyświeca, bo o tym jak może być, w głównej mierze decyduję ja osobiście. Każdy ma wybór, na tym polega sztuka życia. A naprawdę wielką dumą napawa mnie to co zrobiłem przez ostatnie 10 lat i tym większy entuzjazm czuję wiedząc co może być jeszcze przede mną.

A dziś jest normalny dzień powszedni kiedy jestem w pracy, jadąc ciężarówką przed siebie i ciesząc się tym, że to gdzie teraz jestem to miejsce, które sam sobie wybrałem. A droga do tego by być w takim stanie rzeczywistości to moje własne decyzje i wybory, świadome i przemyślane. W dodatku mogę po prostu cieszyć się tym dniem tak zwyczajnie i po prostu, bo często zdarza się tak, że ludzie na takie dni chcą zrobić coś specjalnego, wyjątkowego. Moim zdaniem wynika to z faktu, że minione lata nie były wypełnione czymś ciekawym i rozwijającym, toteż teraz chcą to nadrobić. Ja nie muszę, bo to co mnie dziś napędza to ta myśl, że wiele lat temu przewidziałem ten dzień i chciałem w tym czasie cieszyć się i napawać tym co zrobiłem przez ostatnią dekadę.

Z jednej strony mówi się, że „ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy„, z drugiej zaś myślę, że warto podpierać się dewizą Krzysztofa Kolumba, który szukają drogi do Indii, zanim odkrył Amerykę, trzymał się tego, że nie wiedział ile przed nim, ale za to miał świadomość ile za nim. W tym wcieleniu wiem już ile za mną, natomiast nie wiem ile przede mną. I czy to będzie kolejne 40 lat, czy może drastycznie krócej lub kto wie może dłużej, to cudowna i wyjątkowa jest ta świadomość niewiedzy w tym temacie. To ona nakręca do czerpania z życia garściami, rozwijania się, życia tak jakby jutra miało nie być. Bo dzięki temu buduję pozytywne wibracje, wspomnienia i energię.

Jeszcze raz dziękuję za życzenia. A jutro będzie „40 lat minęło i…jeden dzień

 

Zostaw Komentarz