Ledwie 17 dni temu obchodziłem 40 ukończonych wiosen, a tu kolejna duża rocznica – 20 lat działalności KornFanHead.
Pamiętam jakby to było wczoraj….Biblioteka miejska, komputery zakupione raczej do eksploracji wirtualnych książek niż do internetu. Jednak wielu mieszkańców, którzy w owym czasie nie posiadali komputera a już tym bardziej nie byli podłączeni do światowego internetu, korzystali z tej darmowej możliwości. Czasem zwracano mi uwagę, że siedzę za długo, natomiast później, w zamian za pomoc z problemami technicznymi tych komputerów, miałem przyzwolenie na nielimitowany czas. Właśnie tam powstał blog na platformie onetu. Było to dokładnie 6 czerwca 2005 roku i wtedy nie spodziewałem się, że będzie to trwać tyle lat.
Dziś wszelkie statystki potwierdzają, że jest to połowa mojego życia. I nie ukrywam, że napawa mnie to wielką dumną i radością. Moje internetowe dziecko trwa i ma się dobrze. Chociaż od początku było wiele wzlotów i upadków, to jednak dziś nie da się ukryć, że w środowisku muzycznym (i nie tylko) jestem bardzo rozpoznawalną marką.
Od paru lat trzymam się zasady, że liczy się jakość a nie ilość, toteż częstotliwość wpisów nie musi być regularna, ważne by tekst miał odpowiednią siłę. A ci którzy czytają moje recenzje, felietony czy też eseje, tylko mi to potwierdzają. Tak samo jak ten tekst, który powstaje w dużej mierze w kabinie ciężarówki. Co mogę uznać za kolejny sukces, bowiem biorąc życie w swoje ręce, sam osobiście wydreptałem sobie taką ścieżkę zawodowego życia, że zamiast kombinować jak to zrobić by mieć czas coś zjeść i wrócić w piątek o kulturalnej godzinie, teraz w dużej mierze mam czas na wszystko. Czyli na sen, jedzenie a nawet na zwiedzanie gdy okazuje się, że rozładunek kontenera będzie trwał długo. W dodatku oprócz tego dużo wolnego czasu, który mogę poświęcić na pisanie. To piękna świadomość i coraz bardziej mi się to podoba.
Tym bardziej, że strona KornFanHead to miejsce tworzone z pasji a te jak wiadomo można realizować w wolnych chwilach. I chociaż od dłuższego czasu wpływają do mnie środki finansowe z postawionych wirtualnych kaw poprzez portal buycoffe, to jednak przekazuję je w całości na rzecz utrzymania strony, czyli opłaty za domenę i serwer. A z tego miejsca po raz kolejny za te wirtualne kawy pragnę każdemu podziękować.
Nie da się ukryć, że te kawy to efekt jakości tekstów które tworzę a od dawna są ostre jak żyleta. Dzieje się tak dlatego, że pisząc je jestem sobą a to oznacza, że jest szczerze i od serca. Właśnie ta wolność posiadania własnego medium sprawia, że mogę pisać jak chcę i kiedy chcę. Nie ogranicza mnie cenzura social mediów i ograniczenia platform. Jedyne co trzyma mnie w pewnych ryzach to internetowa netykieta i ostrożność by nie dać się złapać na jakiś błąd, który mógłby zakończyć się sprawą z powództwa cywilnego. W tym jednak pomaga mi mój prawnik, więc jestem raczej spokojny o moją działalność tutaj.
Nadal uważam, że chociaż przez te lata było wiele głosów, że piszę formy zbyt rozległe i powinienem skracać, to ja uparcie wychodzę z założenia, że to miejsce dla entuzjastów dłuższych form, co zresztą ma swoje pozytywne odzwierciedlenie w odbiorze.
A jeśli okrągła rocznica, to może pora na jakieś ciekawostki? Czemu nie, zresztą nad pewnymi zastanawiałem się już od dłuższego czasu.
Pierwsza to taka jak w ogóle powstał nick KornFanHead? Historia jest bardzo prosta. Zanim powstał blog na onecie, czyli grubo przed 2005 rokiem, bardzo popularna była audycja Mocne Nocne w polskim radiu BiS. Dla nie będących w temacie: Radio BiS to jedna z „odnóg” polskiego radia, tak jak Jedynka, Dwójka czy Trójka. Później przekształcona w radio Euro, by w 2010 roku wrócić do swojej macierzystej nazwy z początków powstania, czyli z 1976 roku, czyli Czwórka. Znana stacja, która dziś dostępna jest tylko online i przez DAB+.
Audycja Mocne Nocne była i jest legendarna wśród „starej gwardii” metalowej. To tam nadawał Mariusz Filar i….Michał Owczarek, czyli popularny Doktor Wilczur ze swoją Strefą Rokendrola Wolną Od Angola. Ta jak wiadomo przeniosła się potem do Trójki i zakończyła swą działalność w sierpniu 2022 roku wraz z odejściem redaktora Owczarka z tonącego okrętu wspomnianej stacji radiowej.
No właśnie, była sobie audycja na której zarywałem noce i często spóźniałem się do szkoły, gdzie potem byłem totalnie jak zombie odsypiając potem popołudnia w domu. Za to te nocne godziny były jak muzyczna edukacja i okno na świat ciężkich brzmień. Tuba informacji w świecie gdzie internet dopiero raczkował. Podczas audycji redaktorzy mieli stały kontakt ze słuchaczami poprzez SMS-y (nazywane przez Doktora Wilczura „listelami”) i co bardzo ciekawe, nie kosztowały w zasadzie nic. To znaczy jedynym był typowy koszt zwykłego SMS-a obowiązujący po ówczesnych stawkach. Słuchacze pisali wiadomość i dodawali jakiś nick, czy też pseudonim. Jako zagorzały fan zespołu Korn pisałem „KORNik”, co wydawało mi się fajnym pomysłem, bo wiadomo o co chodzi a i pasowało do SMS-a, gdzie liczyła się ilość znaków.
I może by tak było dalej, gdyby nie to, że często na antenie pojawiało się jeszcze dwóch słuchaczy podpisujących swoje wypowiedzi dokładnie tak samo. I wtedy dotarło do mnie, że muszę wymyślić coś oryginalnego. Coś z Kornem w nazwie ale bez znaków specjalnych czy cyfr. Bo taki KornFan85 np., mógłby oznaczać, że przede mną było ich co najmniej 84. Natomiast KornFan18 (patrząc na liczbę aktualnych lat) szybko by się zdewaluował i też świadczyłby o tym, że przede mną było już takich 17. No więc pisząc kolejny listel do audycji, zaraz po treści wiadomości wpisałem KornFan i…..pomyślałem, że skoro moim największym gitarowym idolem, autorytetem i ulubionym muzykiem w zespole jest Brian Head Welch, wpisałem na koniec Head. I tak powstał KornFanHead. Jak więc wspomniałem wyżej to prosta historia bez głębszej filozofii. Od tego czasu zacząłem stosować ten nick wszędzie gdzie się dało. A gdy zakładałem bloga to nie główkowałem więcej i po prostu użyłem tego samego zwrotu w adresie. I tak zostało do dziś.
Druga ciekawostka to okulary przeciwsłoneczne, które są nieodzownym atrybutem mojego wizerunku, a o które czasem miałem pytania, lub co gorsza – opinie z tezami na ich temat. Dlaczego więc je noszę i są w zasadzie na każdym zdjęciu? Powodów jest kilka.
Po pierwsze bo po prostu je lubię nosić. Janusz Panasewicz, Grzegorz Skawiński, Muniek Staszczyk…..i wymieniem tylko polskich sławnych muzyków noszących je na co dzień. Każdy wie, że to robią, jednocześnie nie mając problemów by je czasem zdjąć. U mnie podobnie bo uwielbiam nosić okulary przeciwsłoneczne i są dla mnie takim samym, naturalnym elementem garderoby jak bielizna, spodnie bojówki, arafatka czy czarny t-shirt. Nie zliczę ile sztuk „przerobiłem”, ile połamałem, ile zgubiłem a ile się porysowało. Mam swój ulubiony kształt, który niestety przez modę na nijakie udziwnienia jest coraz gorzej dostępny. Dlatego jak widzę w sklepach że „rzucili” nowe stojaki, to kupuję po parę sztuk by mieć na zapas.
Po drugie – gdy jeszcze aktywnie kręciłem videoblogi na YouTube ułatwiały one pracę, bowiem nie widać było momentów gdy zerkałem w scenariusz lub konspekt. Oczywiście czasami widać było kartkę w ich odbiciu.
Po trzecie – co wiąże się z drugim; jako pracujący człowiek nie raz bywałem wykończony co zawsze widać na twarzy a szczególnie w oczach. Toteż okulary powodowały, że zawsze wyglądałem tak samo dobrze i odbiorca mógł skupiać się na treści a nie na tym, że widać po mnie zmęczenie.
Po czwarte i chyba najważniejsze – oczy są zwierciadłem duszy. Są ludzie, którzy potrafią i niestety często zbyt nachalnie chcą czytać z oczu. Nie zawsze jest to w dobrych celach, więc nosząc okulary odcinam ich od czytania w moich oczach, bo po prostu sobie tego nie życzę. Wchodzenie w tego typu energie, aury i chęć posiadanie wiedzy, która jest moją osobistą sprawą, a co gorsza wysnuwanie na jej bazie różnych tez, czy co jeszcze gorsza – szukanie na jej bazie czyichś słabości, to dla mnie nic innego jak czyste skurwysyństwo. I co gorsza niestety takie próby się zdarzały. Dlatego taka prosta metoda jak noszenie przyciemnianych szkieł powoduje zniechęcanie do tego typu prób. Owszem, wiem że są i tacy którzy są w stanie wyczytać coś i w ten sposób, ale na pewno jest to wtedy utrudnione.
Z ciekawostek dodam jeszcze, że odezwałem się do pewnej firmy, że moglibyśmy zrobić deal na zasadzie, że ja i tak noszę ich okulary więc mógłbym stać się ich „twarzą”. Odpowiedzi nie dostałem, ale nie dlatego, że nie było chęci z ich strony. Po prostu okazało się, że ich witryna internetowa była bo…była. Nikt tam nie zaglądał, nie aktualizował treści i….po jakimś czasie zniknęła.
Na koniec chciałbym podziękować! Za to że jesteście drodzy czytelnicy. Wiem, że mam stałe grono odbiorców, a są i tacy którzy są ze mną od prawie samego początku. Internet jest tym specyficznym miejscem, że większość mojej wiedzy na ten temat nie pochodzi z sieci a z realnego życia, gdzie wtedy organicznie dostaję informacje zwrotną dotyczącą mojej działalności. I myślę, że to jest największa siła przekazu. Bowiem od mimo że robię to dla siebie, to bez odbiorców nie miało by to sensu. Za każdym razem kiedy piszę tekst i przelewam swoje myśli na papier, motywuję się tym jak wpłynie to na czytelnika, jakie emocje to w nim wzbudzi i jaki będzie odbiór. Dlatego naprawdę wielkie dzięki za to że jesteście. Razem tworzymy świetny dream team!
Zostaw Komentarz