Summer Dying Loud 2017. Aleksandrów Łódzki. Drugi dzień festiwalu. Relacja (foto, video)

with Brak komentarzy

SodomSummer Dying Loud 2017. Aleksandrów Łódzki 9 IX 2017

Sobotni poranek bardzo entuzjastycznie przywitał uczestników Summer Dying Loud 2017. Nie tylko ze względu na piękną pogodę, która była w ostatnim czasie bardzo kapryśna, a podczas tych dwóch dni jak na zamówienie piękne słońce pojawiło się nad Aleksandrowem Łódzkim. Przede wszystkim jednak każdy miał świadomość, że od godziny 13 aż do późnych godzin nocnych na scenie będzie ciężkie łojenie.

Aż dziesięć zespołów, czyli o dwa więcej niż w piątek, do tego praktycznie same ciężkie kapele, czyli już z rozpiski wiadomo było, że będzie bardzo ciekawie. Słońce na dobre zagościło się na niebie, bco było dobrym argumentem by schłodzić się zimnym piwkiem i nastroić do wielogodzinnej koncertowej uczty.

 

 

Jako pierwszy zespół, na scenie pojawiły się Dziady Borowe. Punk metalowa grupa z Pabianic od pierwszych dźwięków pokazała, że kto się jeszcze do końca nie obudził w swoim namiocie, to teraz pozbył się wątpliwości co do pory dnia. Zaczęło się głośno, energicznie i z przytupem. Biorąc pod uwagę to, że publiczność już wczoraj zjechała się tłumnie i dziś większość została na miejscu, pod sceną od początku zbierało się zdecydowanie więcej ludzi niż na pierwszym koncercie w piątek. Do tego muzyczna energia bijąca ze sceny i głośników, skutecznie przyciągnęła ludzi w kierunku barierek.

Drugi koncert to występ krakowskiej kapeli The Gentle Art Of Cooking People. Pulsujące brzmienia psychodelicznego ciężkiego rocka, instrumentalnego kwartetu, bardzo dobrze wypełniła dźwiękami festiwalową przestrzeń. Osobiście jestem pod wielkim wrażeniem zespołów instrumentalnych. To wielka sztuka bez wokalnego frontmana przyciągnąć uwagę słuchacza. A

The Gentle Art Of Cooking People bardzo skutecznie skupiali uwagę publiczności.

Zaraz po nich na scenę wkroczył Internal Quiet czyli lokalny zespół, który coraz mocniej pnie się w górę w metalowym świecie. Heavy metalowa energia i czad, który chyba na dobre rozgrzał publiczność Summer Dying Loud. Choć zespół z Aleksandrowa Łódzkiego powstał całkiem niedawno, to na scenie grają jak weterani z odczuwalnie wielką radością i entuzjazmem. Szczególnie widoczne jest to po frontmanie, którego wszędzie było pełno. Zespół zagrał bardzo mocny, energetyczny set i kiedy skończył to chyba każdy zauważył, że panowie w zasadzie to się dopiero rozkręcili. Publiczność również bardzo entuzjastycznie odebrała ten koncert co potem potwierdzało się w licznych rozmowach.

JD coś tam,…znaczy się JD Overdrive wkroczyli na scenę jako czwarci w kolejności. I znowu było szybko, mocno i energicznie. Od początku do końca mocny i szybki repertuar katowickiej kapeli, który tylko potwierdził, że tutaj nie ma miejsca na grzeczność. Świetna muzyka do adoracji z piwem, co miało swoje potwierdzenie również na scenie. JD Overdrive sprawiał wrażenie, że koniec koncertu to dla nich dopiero przystawka. Jednak ramy czasowe sprawiły, że przyszła kolej na następny zespół a był nim……

…..In Twilight’s Embrace. Poznański death metalowy zespół, który doskonale wie co to jest rzeźnia. Było brutalnie, brudno i wulgarnie. Choć słońce świeciło z pełną mocą, to każdy musiał przyznać że nastał mrok. Mrok który skutecznie testował festiwalowe nagłośnienie. Bezlitosne katowanie instrumentów i strun głosowych, które nie pozwoliło obojętnie przeżywać tego koncertu. Skondensowana dawka gęstego grania które niemiłosiernie kopało po tyłku.

 

Dopelord pojawił się na scenie zaraz po półmetku tego koncertowego maratonu. Doom-we granie w bardzo obniżonych rejestrach. Muzyka tak gęsta jak dym, który co chwilę wydobywał się na scenę. Słońce powoli traciło swoją moc i chowało się na horyzoncie a Dopelord wprost proporcjonalnie nabierało mocy by w swojej pełni cieszyć wszystkich zgromadzonych pod sceną do ostatnich akordów. A przyznać trzeba że jeśli chodzi o publiczność to było już bardzo gęsto.

Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie koncert zespołu Wolfheart. Jak samo o sobie mówią, grają winter metal, co ma swoje potwierdzenie geograficzne, ponieważ panowie pochodzą z Finlandii. A ich muzyka naprawdę niesie ze sobą chłód. Szorstkie, mroczne ale także bardzo mocne i energetyczne granie. Wiele razy zaskoczyła mnie wirtuozeria muzyków, zmiany tempa czy trzymane długi czas skomplikowane motywy, grane w bardzo naturalny sposób. Przyglądałem się temu przedstawieniu z wielką uwagą i na pewno jeśli będzie możliwość, pojadę na kolejny koncert tej kapeli.

 

 

 

W końcu przyszedł czas na zespół na który przyjechało specjalnie wielu entuzjastów z całej Polski. Niemiecka trash metalowa grupa Sodom samym pojawieniem się na scenie, szczelnie wypełniła publicznością teren od barierek po ogródek piwny. Aż ciężko opisać to co działo się w pierwszym rzędzie, gdzie ludzie byli bardzo ściśnięci na barierkach. Totalne szaleństwo pomieszane z oddaniem się w ręce dźwięków, jakimi Sodom bezlitośnie katował bębenki uszne. Sam zespół również bardzo entuzjastycznie podszedł do reakcji publiczności i w pewnym momencie Tom Angelripper uniósł w górę jedną z flag, jakie fani przygotowali na ten koncert. Muzyczne gromy płynące ze sceny sprawiły, że publika rozruszała się na dobre i poddała się bezgranicznie atmosferze jednemu z najważniejszych zespołów na Summer Dying Loud 2017. Sami panowie z Sodom zagrali długi set, co było z wdzięcznością przyjęte przez spragnionych muzyki tego zespołu, uczestników festiwalu.

 

 

 

Nawet taki długi koncert musi się w końcu zakończyć by dać miejsce następnej w kolejności kapeli. Na scenę jako przedostatni tej nocy, wkroczył Sólstafir z mroźnej Islandii. Zdecydowanie dało się odczuć, że również i na ten zespół przybyło wielu wiernych i zagorzałych fanów. Było naprawdę gęsto zarówno jeśli chodzi o frekwencję, entuzjazm jak i o muzykę. Sólstafir to jeden z tych zespołów, który w swojej twórczości oferuje całą amplitudę muzycznych doznań. Każdy kawałek zaczynał się od pulsującego, melodyjnego wejścia, który później przechodził w mocne uderzenie jak rozpędzony pociąg w nocnej mgle. Do tego trzeba oddać muzykom, że bardzo chętnie pozowali do zdjęć. Podczas pierwszych utworów, kiedy można było zrobić sesję fotograficzną, Sólstafir specjalnie ustawiali się w taki sposób by każdy z dziennikarzy mógł uchwycić ich w ciekawej pozie. Takie intuicyjne rozumienie się bez słów, jeszcze bardziej przyciągnęła moją uwagę na ten niezwykły zespół. Organizatorzy dobrze wyczuli kogo zaprosić na 9 Summer Dying Loud. Sólstafir był jednym z najlepszych punktów całego wydarzenia. Aż żal było, kiedy zespół zakończył już swój spektakl. Za to potem chętnie wyszli do publiczności by zrobić pamiątkowe zdjęcia i rozdać autografy.

Po północy na scenie pojawił się ostatni z zespołów czyli pochodząca z trójmiasta grupa Sautrus. Celowo użyłem słowa grupa a nie zespół, ponieważ Sautrus to nie tylko zespół muzyczny ale także grupa prezentująca (jak sami o sobie piszą), sztukę widowiskową. To było już trochę spokojniejsze zakończenie wieczoru niż pierwszego dnia. Jednak nadal bardzo energetyczne, melodyjne i przyciągające uwagę. Ci którzy zostali na ten ostatni koncert, dostali piękny spektakl okraszony dźwiękami psychodelicznego rocka. Zresztą sam Remigiusz Mielczarek powiedział przed ich koncertem, że oddaje publiczność w bardzo dobre, odpowiedzialne ręce. Zespół Sautrus swoim występem zamknął ostatni dzień Summer Dying Loud 2017.

 

 

 

Tak zakończyła się dziewiąta edycja festiwalu w Aleksandrowie Łódzkim. Kiedy zamilkło nagłośnienie, zgasły światła i opadł kurz, każdy musiał przyznać, że to była bardzo udana edycja. Muzyczna uczta, koncerty 18 zespołów, które grając po sobie na jednej scenie, prezentowały artystyczne zróżnicowanie, jednocześnie tworząc piękną całość Summer Dying Loud 2017. Ta edycja będzie na pewno zapamiętana na długo i to z wielu względów.

Przede wszystkim organizatorzy pod każdym kątem wznieśli się na wyżyny by każdy, kto przyjechał na ten festiwal był zadowolony. Dobór zespołów zaproszonych to naprawdę sama śmietanka. Nie było słabych punktów, a każda kapela przyciągała uwagę na tyle, że człowiek dopiero później zdawał sobie sprawę ile godzin stał by móc cieszyć się każdym występem.

Na pochwałę zasługują też kwestie organizacyjne. Zwrócę uwagę na nagłośnienie i odpowiedzialną za nie ekipę. Ludzie, których praktycznie nie widać podczas koncertów, robili wielką robotę, bo podłączyć technicznie w tak krótkim czasie każdy zespół to wielka sztuka. A samo nagłośnienie było rewelacyjne. I przyzna to każdy, kto był w Aleksandrowie Łódzkim, nawet obudzony w środku nocy i zapytany o jakość dźwięków na festiwalu.

Zaplecze gastronomiczne i sanitarne to również mocna strona. Tak samo jak wystawione stoiska, na których można było nabyć prawdziwe perełki, jeśli chodzi o płyty czy koszulki nie raz niedostępne nawet w internecie. Oczywiście tak jak wspomniałem w relacji z pierwszego dnia, wielkie ukłony dla ekipy ochraniającej. Profesjonalnie przygotowana w każdym calu, ale nie oszukujmy się, dużo roboty nie mieli, bo festiwal odbył się naprawdę bezpiecznie i spokojnie. I pewnie wielu okolicznych mieszkańców obawiało się, jak to zwykle bywa przy tego typu imprezach, o bezpieczeństwo. Tymczasem festiwal był naprawdę bezpieczną imprezą na którą przybyło wielu rodziców ze swoimi pociechami a to już o czymś świadczy!

Podziękowania dla Tomka Barszcza za zorganizowanie kolejnej już edycji. Bo to prawdziwe muzyczne święto i każdy kto był chociaż raz, chce wracać na kolejne edycje już planując z góry wolny wrześniowy weekend. Podziękowania także dla Remigiusza Mielczarka, genialnego konferansjera. To człowiek, który nie tylko zapowiada i informuje o wszystkim na bieżąco w profesjonalny sposób, ale za każdym razem jest to okraszone dozą inteligentnego humoru. Kto był i słyszał to wie o czym mówię!

Za ok 360 dni w Aleksandrowie Łódzkim odbędzie się 10 – jubileuszowa edycja Summer Dying Loud. Nasuwa się wiele pytań jaki tym razem będzie zestaw kapel. Jakie niespodzianki czekają nas na tym wyjątkowym festiwalu? Czym zaskoczy nas scena i dźwięki? Poprzeczka zawieszona jest bardzo wysoko, patrząc na poziom dziewiątej edycji. Jednak biorąc pod uwagę zaangażowanie organizatorów, myślę że możemy być spokojni i odliczać dni i rozglądać się za 10-11 miesięcy na pierwsze informacje dotyczące lineupu.

I choć dziewiąty Summer Dying Loud już się zakończył, to emocje dalej pulsują a na plecach ciągle są dreszcze, na samo wspomnienie tego co działo się w Aleksandrowie Łódzkim przez te dwa niezwykłe dni!