Spotkanie z Brian’em Head’em Welch’em na Steiger Compact Polska #misjawmieście. 1 kwietnia 2017

with Brak komentarzy

Zaraz po tym jak skończył się koncert i spotkanie z Brian’em Head’em Welch’em, razem z paczką, którą zabrałem na koncert, zabraliśmy się w drogę powrotną. W domu byłem o 4 nad ranem i to było oczywiste, że nie mogłem iść spać, dopóki nie zrzuciłem wszystkiego na kompa i nie przygotowałem materiałów na relację, na którą czekało wiele osób. Poległem o 6 rano, czyli była to 23 godzina na nogach. Zasnąłem na totalnym odcięciu…..
I obudziłem się przed 10:00. Zegar biologiczny zrobił swoje ale tym razem było coś jeszcze. Chłopak, który dał mi niebieską opaskę, która uprawniała mnie do spotkania z Brianem, dał mi również ulotkę Steiger Compact. To konferencja na której Head ma być gościem i mówcą. A ta ulotka pozwala tam wejść za jedyne 20zł. Sprawdzam spodnie i mam ją w kieszeni….W głowie poczułem impuls. Sobota Head jest w Polsce w stolicy, ja mam wolne i będę siedział w domu?
Telefon w rękę i budzę Piotrka, który ze mną zabrał się na koncert. Ledwo żywy odbiera i jak słyszy co chce zaproponować mówi – tak. Do tego szybka wrzuta trasy na BlaBlaCar i po pół godziny miałem komplet ludków do auta. Na wariata, prysznic, ogólne ogarnięcie i rura….Byle zdążyć do 16….
I zdążyliśmy z zapasem. Na miejscu znajome twarze z wczorajszego spotkania, witamy się, przybijamy piątki. Ale co ciekawe, podchodzą do mnie ludzie, których nie kojarzę i też przybijają piątkę i ogólnie są pod wrażeniem tego co wyprawiałem wczoraj przy barierce…..No i że ten, że fajne dredy…
Wchodzimy na salę. Kamery, scena i zaczyna się rozprawianie o wierze i Jezusie. Jako agnostyk po prostu słucham i rozglądam się. Jest! Siedzi po lewej stronie w pierwszym rzędzie. Obok David Pierce, Litza…. Po kolei są przemówienia, prezentacje. Head nawet o nas wspomina, że cieszy się, że są tutaj ludzie z wczorajszego koncertu. Potem naprawdę wciągające przemówienie Litzy.
Ale my fani czekamy na jedno……
Zanim jednak wszystko się zaczęło można było kupić coś w wystawionych kramikach. A tam, nie no to niemożliwe, tyle szczęścia naraz? Nowa książka Head-a w polskim tłumaczeniu. Dopiero co z drukarni przyszła. Potem nawet Brian był zdziwiony że już jest polskie wydanie. I jest to sytuacja z cyklu – cena nie gra roli….
Konferencja biegnie dalej i są świadectwa itp. Potem przerwa podczas której jem pierwszy posiłek tego dnia. Po za tym rozmowy z ekipą, która wczoraj nas wybrała do tego wyjątkowego spotkania. Po za tym okazało się, że podobnie jak ja i Piotrek są tutaj fani, którzy niekoniecznie interesują się tematyką konferencji ale chcą zobaczyć Briana i poprosić o autograf, zrobić sobie zdjęcie i przybić piątkę.
W końcu pojawia się Head na scenie i opowiada swoją historię. Potem David, który…..nie to co on przedstawił to nie dla mnie. Wyszedłem i wróciłem aż wszystko zbliżało się do końca. Chcemy się spotkać z Brianem, który jest za kulisami. Wychodzi do nas jeden z organizatorów imprezy i mówi, że Head wyjdzie potem do nas do holu. Więc wychodzę. Czekam i rozmawiam z ludźmi. Nagle podchodzi do mnie czarnoskóry, nowy znajomy z Brazylii i mówi, że mam do mnie sprawę i bym poszedł za nim. Prowadzi mnie korytarzem i mówi, że wie, że chce się spotkać z Head’em. Prowadzi mnie za winkiel i za kotarą mówi, że mam tam wejść. A tam….Brian z grupką, która została ponownie wytypowana do spotkania z nim na tę okazję i widać, że na mnie czekali. Sam się zdziwiłem co i jak ale ok. Sam Head mówi „Hey Bro”. Jest i Piotrek. Jest Marta, Kasia, Ania i parę osób, którzy spokojnie czekają w kolejce do spotkania z Idolem. Ekipa sprzątająca każe nam się przenieść w inne miejsce.
Brian mówi, że nie chce na główną salę, bo tam jest za dużo ludzi a on chce spokojnie spędzić czas z nami, porozmawiać i zrobić zdjęcia bez przesadnej afirmacji i tłoku. Kiedy pada info, że na sali nikogo nie ma wchodzimy tam i …Właściwie jesteśmy jak rodzina. Każdy czuje się swobodnie. Nie ma spiny choć entuzjazm i radość wali w moim sercu i głowie ekstremalną amplitudą.
Head spokojnie rozmawia z każdym z osobna, modli się, podpisuje cierpliwie. W końcu przychodzi moja kolej. I zanim przechodzimy do rozmowy Ania mówi mu, że wczoraj po koncercie wróciłem do domu 180km i dziś znowu przyjechałem. Head w szoku i po bratersku mnie przytula….Ja robię coś co wyszło spontanicznie. Mówię mu, że skoro on dał mi swoją kostkę do gry ja chce mu dać swoją. Przyjął mój podarek, potem autografy i zdjęcia i……Coś co na razie zachowam dla siebie…
Nawet nie wiem jak to nazwać, ale tyle godzin czekania, tyle kilometrów i zmęczenie. Wszystko znikło jak ręką odjął. Byłem w miejscu gdzie poczułem, że chcę być i w czyim towarzystwie chce być. Spotkałem się też z Litzą, chwilę porozmawialiśmy i walnęliśmy selfie. Brian jeszcze raz nam podziękował za przybycie i poszedł w swoją stronę do hotelu.
A my….Jak po audiencji na totalnej endorfinie wracamy do auta i w drogę do domu…..
Unoszę się ponad wszystkim. Nie pojmuję tego ile spotkało mnie szczęścia naraz.