Segregator

with Brak komentarzy

Szaleństwo wywołane wirusem Covid-19 trwa. Czy jednak jest to szaleństwo choroby czy może społeczeństwa? Wydawać by się mogło że jedno i drugie. Życie pokazuje jednak, że prym wiedzie to ostatnie.

Nie ma dnia by wchodząc na dowolny serwis informacyjny, włączając radio lub telewizor czy chociażby przeglądając prasę, nie natknąć się na wieści dotyczące covida. Ten niewidzialny wróg, który zagościł na świecie w grudniu 2019 roku a w Polsce parę miesięcy później, zadomowił się na dobre wszędzie gdzie to tylko możliwe.

I nie jest to zadomowienie w postaci zakażeń, ludzi chorych czy zgonów jakie spowodował, ale zmasowany atak na wszystkie media. I ten sprytny skurczybyk doczekał się największej nagrody jaką jest totalny chaos informacyjny. To największy jego sukces dzięki któremu, bardziej od samego działania wirusa na płuca, zaczyna się przewracać ludziom w głowach.

Niejednokrotnie wspominałem w moich publicznych wypowiedziach, że przez to całe zamieszanie coraz ciężej jest zachować normalność. Żyć tak jak do tej pory się żyło i lawirować pomiędzy wszystkimi informacjami, tak jak lawirować trzeba od dawna pomiędzy ludzkimi zachowaniami. Z dnia na dzień to coraz bardziej skomplikowana sztuka, jednak na szczęście nadal jest to możliwe. Niestety ludzie coraz bardziej biorą do siebie to co donoszą media. Nie zliczę ile razy byłem nakłaniany do szczepienia ile mi tłumaczono, że jak tego nie zrobię to jestem ciemnogrodem, egoistą, mordercą odwleczonym w czasie.

Może pora przedstawić moje stanowisko jasno. Nie jestem antyszczpionkowcem. Przeciwnie, mam pełen pakiet szczepień tych za czasów szkolnych, a niedawno, parę lat temu po małym wypadku w pracy, przyjąłem wszystkie możliwe szpryce przeciwtężcowe. Mam to pięknie zapisane w dokumentacji medycznej. I nawet chętnie zaszczepił bym się na grypę ale wiem, że to już trzeba powtarzać co rok. A jak zapomnisz, no to bracie, nie chcesz wiedzieć, jakie czekają Cię katusze jak zachorujesz. Dlatego tego nie robię, bo jeśli nie zdążę z co roczną dawką, to krzyżyk na drogę.

I dlaczego tak to robię? Bo dbam o zdrowie, bo szanuję ten najpiękniejszy dar od życia jakim jest sprawny organizm. Bo dbam o siebie i swoich bliskich i chcę by jak najdłużej żyli pełni sił przez wiele lat. Dlatego nie przyjmę szczepionki na covid, która zawiera tlenek grafenu, nie jest przebadana wieloletnimi testami i jako myślący człowiek znam źródła które podają ile ludzi cierpi z powodu nie covida a szczepionki właśnie.

Zachodzę w głowę, że ludzie nie zastanawiają się nad tym zagadnieniem. Polacy udają najmądrzejszych na świecie. Ci sami ludzie, którzy na co dzień udają głupich, doskonale wiedzą gdzie się zgłosić jeśli można od państwa wyrwać hajs. Wiedzą co u sąsiada, jak unikać podatków, jak kombinować by wyjść na swoje i co robić by nikt ich nie wydymał. Używają głowy w taki sposób by móc spokojnie w weekend popijać wódeczkę, śmiejąc się z innych, niezaradnych i głupich.

I oni, ci sami którzy np. zakładają prezerwatywę podczas seksu z przygodnym partnerem by nie złapać np. HIV, bez mrugnięcia okiem przyjmują preparat o którym nie ma rzetelnych informacji.
Jedyne co wiemy, to że jest szczepionka, która powstała w ekspresowym tempie przez kilka firm farmaceutycznych. Po czasie wiemy, że nie chroni przed samym zakażeniem i jego skutkami. Jedynie co najwyżej je łagodzi. I co najlepsze, zaszczepiony pacjent nadal może zarażać innych. A ostatecznie wiemy, że to gówno działa na tyle krótko, że co jakiś czas trzeba brać dawki przypominające.

I to wszystko z oficjalnych mediów. A oprócz tego zmasowany atak, gdzie to min. oglądając film na yt, nagle wyskakuje mi poważnie wyglądająca pielęgniarka w reklamie i mówi „Tej reklamy nie pominiesz, ale możesz się zaszczepić”. Wtedy myślę sobie a spierdalaj z mojego ekranu. Będę chciał – zaszczepię się, nie będę chciał – chuj ci do tego. I oczywiście zdaję sobie sprawę, że wirus jest. Wiem, że można go złapać, zachorować, swoje przejść. Jednak dać sobie wstrzykiwać coś czego nie znamy bo tak powiedział Pan z telewizji, któremu zapłacił pan z firmy produkującej tą substancję – To nie ze mną. Dlatego też noszę maseczkę. I nie dlatego by nie zarażać, chociaż ludziom może się tak wydawać, a ja z błędu wyprowadzał nie będę. Tylko dlatego by nie złapać tego od nich.

W ogóle pandemia przyniosła parę dobrych aspektów. Nigdy nie należałem do osób które lubią się witać z innymi obowiązkowym podaniem dłoni. Jeśli bowiem spotykasz w pracy trzech ludzi i jednego niechcący pominiesz, to myśli on że nie masz do niego szacunku. Dziś wystarczy pomachanie ręką i szlus. Dodatkowo restrykcje sanitarne dopiero teraz nauczyły ludzi myć ręce. To fenomen, bowiem pracując w transporcie, wożąc różne rzeczy, ręce trzeba myć często i czasem nawet z pomocą szczotki, by np. jakieś środki ochrony roślin czy substancje z budowlanki wydobyć z porów skóry. Większość świata dopiero od dwóch lat zaczęła to dostrzegać. No ale lepiej późno niż wcale.

Zalecany dystans społeczny to też co miałem od lat. To trochę jak w sytuacji gdy ktoś proponuje Ci łyka napoju ale ty nie pijesz z gwinta tylko prosisz o szklankę. Proste i skuteczne. Bo na świecie jest nie tylko covid. Ludzie zapomnieli ile osób choruje na nowotwory, bóle wszelkiej maści i tysiące chorób, które nagle przestały istnieć, bo liczy się tylko wirus z Wuhan i to że masz się zaszczepić.

Odnoszę też wrażenie, a raczej mam więcej niż pewność, co przyznacie mi po wielu wielu latach, że w szczepionce jest coś psychoaktywnego. Otóż znam wiele osób z mojego otoczenia, które zaszczepiły się. Trwało dość długo zanim się przełamały ale zrobiły to. Jedni faktycznie z dobrą wolą dla zdrowia, inni dla świętego spokoju lub by gdzieś polecieć…..I co się potem wydarzyło? Ano prawie wszystkie te osoby, niedługo po przyjęciu preparatu z uporem maniaka zaczęły ekspansję na mnie (i zapewne nie tylko na mnie), bym i ja to zrobił.

Żaden argument nie docierał, że nie, bo to już nie jest istotne. Ważne jest wmawianie mi, że ja nienawidzę zaszczepionych, że chociażby i były jakieś skutki uboczne, to muszę i już. Z przerażeniem wysłuchuję tyrad na ten temat od osób, które jeszcze nie tak dawno miały to samo podejście co ja. A teraz nagle liczy się tylko jedno – niezaszczepiony to śmiertelny wróg nr.1!

Przypomina mi to pewną sytuację. Otóż, dwa lata temu zepsuła mi się w trasie elektroniczna fajka. Takie tam, po prostu port ładowania się zepsuł i chcąc nie chcąc musiałem od wtorku do soboty włącznie palić normalne, analogowe papierosy, by zaspokoić mój nikotynowy głód. W sobotę rano pojechałem do sklepu by zakupić nowy elektroniczny papieros. Do tego olejki i znów mogłem vapować tak jak wcześniej. Jednakże przez bity tydzień od chwili owego zakupu, mój umysł cały czas podpowiadał mi bym sięgnął po zwykłego papierosa. Pomimo tego, że głód nikotynowy był zaspakajany, moja świadomość pragnęła dymu z płonącego tytoniu.

Ten stan trwał tydzień i w końcu osłabł, ale to uświadomiło mi jaka gówniana, psychoaktywna chemia siedzi w fajkach ogólnie dostępnych w sprzedaży. To było tak silne, że tylko zdrowy rozsądek nie pozwolił mi na powrót do tych papierosów. I dokładnie tak samo jest ze szczepionkami. Walić chipy i grafen. W tym gównie jest coś co programuje mózg, że chociaż by to była twoja najukochańsza osoba, to jeśli się zaszczepisz, a ona nie, to jest to twój śmiertelny wróg. I dopóki sam nie sobie tego wstrzyknąć, będziesz męczyć i nienawidzić. I to wszystko dzieje się tu i teraz.

Co bardzo istotne, to są sprawy poważne, to sprawy dotyczące życia i zdrowia, relacji między ludźmi. Sytuacja podobna do zachowań fanatyków PiS-u i ojca Rydzyka, którzy chociaż ledwo przez nich mają na chleb i nie mają argumentów że tamci są źli, będą Ci wmawiać że to wszystko jest wspaniałe i nie ma z nimi dyskusji. Oraz zawsze wejdą Ci bezpardonowo w zdanie jeśli śmiesz podać choć jeden argument przeciwko.

A obostrzenia? Przecież jestem niezaszczepiony i jestem i będę piętnowany. Nie ma problemu.
Zakaz wejścia do kina? Trudno, w domu sobie film obejrzę, kupię czteropak piwa i chipsy z biedry i mam żarcie w cenie biletu a do tego mogę sobie film w każdym momencie spauzować jak zachce mi się do kibla. Wiadomo że do kina trzeba dojechać, kupić bilet, popcorn etc. Strata kina że nie zostawię u nich moich pieniędzy. Idąc tym tokiem myślenia, może się okazać, że za jakiś czas tego kina właśnie przez to może już tam nie być.

I tak z każdą instytucją. Sytuacja jak z wozem Drzymały. Ale przyjdzie kiedyś czas jak to wszystko pieprznie. I cierpliwość popłaci bo to ja biorę ich na przeczekanie. Tak jak rolnicy nie sieją nawozów, bo są za drogie – proste.

Oczywiście jeśli nieszczęśliwie zarażę się covidem będę piękną pożywką dla wszystkich oszołomów, co cieszyć się będą, że o proszę, to ten co się nie zaszczepił a złapał i leży w szpitalu. To nic że na tej samej sali będzie leżało jeszcze 10 co też są chorzy a się szczepili. Ważne że ten jeden co nie był szczepiony cierpi i oby już z tego nie wyszedł. Psychoaktywne gówno w preparacie plus zwyczajna, słowiańska, tradycyjna polska nienawiść to w tym momencie duet doskonały. I co gorsze, obecnie w zasadzie to temat nr jeden. Więc w takim właśnie czasie i miejscu żyjemy.

Zupełnie odrębnym fenomenem jest zjawisko totalnej gówno burzy w tym temacie w mediach. Od wydawało by się poważnych informacji podawanych przez lekarzy w mainstreamie, po słowny rynsztok w komentarzach, czy to na Facebooku czy to chociażby na wykopie.

Zdało mi się zauważyć, że ktoś nieźle opłaca grupy użytkowników, którzy zakładają nowe konta tylko po to by tam gdzie się tylko da, tych co nie są zaszczepieni, wyzywać od foliarzy i szurów. Ja tam się nie znam ale jakieś 20 lat temu używało się innych słów by komuś dowalić. I to wszystko po to by zrobić totalną wojnę, dzielącą ludzi w aspekcie tak prostym jak wybór – zrobię to lub nie.

Całość przypomina bardzo sytuację sprzed każdych wyborów, gdzie wydawać by się mogło, że inteligentni ludzie, wykonują uwłaczające dla siebie i innych manewry, tylko po to by Cię przekonać byś na niego zagłosował. No właśnie – głosowanie. Prosta czynność, idziesz do lokalu i stawiasz krzyżyk przy wybranym nazwisku.

Paradoksalnie szczepionka ma podobnie, idziesz do punktu i wbijają ci w ramię małą igiełkę, jeden ruch tłoczka i szluz. Oczywiście w międzyczasie kompetentna osoba wydaje Ci potwierdzenie i to by było na tyle. Z tym że tutaj chodzi o sam oczywisty wybór czy ktoś chce tą igiełkę czy nie. I niezależnie czy daje sobie wpuścić w organizm substancję, której nawet sam twórca nie do końca rozumie, czy odwracając wajchę w drugą stronę, ktoś zakuwa się jakimiś witaminami bo trenuje. To zawsze był, jest i będzie jego personalny, osobisty, prywatny, unikalny WYBÓR! Wybór do którego nikt nie ma prawa się wtrącać. Napastować człowieka z mediów nachalnym namawianiem, które mają spowodować w odbiorcy poczucie winy i wyrzuty sumienia.

I tak właśnie to wbijanie w poczucie winy i wyrzuty sumienia może mieć znacznie gorsze konsekwencje niźli sam wybór nie zaszczepienia się. I to nie jest sytuacja, która często zdarza nam się w życiu, gdzie zaraz po zakupie produktu, reklamy znikają nam z propozycji. Jeśli ktoś już w końcu ulegnie tej propagandzie i da się zakłóć, to nie stanie się cud. Rząd nie ogłosi końca pandemii, obostrzenia nie zostaną wycofane a dzieci nie pójdą nagle do szkół, tylko zostaną w domu na zdalnym. Nie oszukujmy się, medialny atak będzie trwał do czasu aż koncerny zarobią tyle ile sobie zaplanowały na tym interesie, jeszcze za czasów, kiedy my nie usłyszeliśmy o tym co się stało w Wuchan.

Tak więc szurami są dla mnie osoby, które obecnie nie mają w życiu innego celu jak tylko obrażać mnie i innych, którzy używają mózgu i abstrakcyjnego myślenia i nie zrobimy czegoś, co taki szur właśnie od nas chce. Tym na czym trzeba skupić się obecnie to kombinowanie jak dalej utrzymać się w stanie zdrowego rozsądku i normalności. Tej normalności z której ja nie wyszedłem. Tej która jest nadal, bo świat się ciągle kręci, chleb można dalej w sklepie kupić.

Innymi słowy celem numer jeden jest tak żyć, by nie dać się sile tłumu, który zawsze jest w swojej masie głupi. Nie dopuścić by osoby których zdanie jest tak samo nie istotne jak oni sami, mieli jakikolwiek wpływ na nasze decyzje, przekonania, wybory. A jeśli ta cała nawała doskwiera nam od wewnątrz i mamy pogadanki od ludzi, których znamy, widzimy i musimy się z nimi użerać w cztery oczy, to jest to idealny egzamin, kto jest mądry a kto tylko tak pięknie udawał przez tyle lat, budując zaufanie, by nagle spalić to wszystko jednym tematem.

To wydaje mi się jest nawet piękne. Z rozkoszą obserwuję wypowiedzi znanych mi ludzi, często autorytetów, których mądrość do niedawna ceniłem tak, że chciałem być tacy jak oni. Jak dziś bezwiednie mówią to co komentatorzy z wykopu. A ci wiadomo, że mają wsteczne IQ.

Covid sprawił, że wprost fenomenalnie uwydatniła się struktura podziałów. Różnimy się tylko tym, że nie zaszczepieni nie leją mentalnego szamba na zaszczepionych. I ta burza trwa już od jakiegoś czasu i trwać będzie. Pomijam już fakt, że ci sami ludzie, oczytani z doświadczeniem życiowym i intuicją jeszcze przed covidem doskonale znali temat, że szczepionka jest dobra ale tylko po wielu długich latach badań. A dziś przyjmują preparat, który pojawił się w momencie tak kuriozalnie szybkim, że możemy porównać to do reakcji dziadka, który daje wnusiowi kostkę czekolady, byle by tylko przestał płakać, bo sobie otarł kolanko.

Daj boże. Jeśli się zaszczepiłeś i jesteś zdrowy/zdrowa, nie masz skutków ubocznych i twoja menstruacja nie uległa zmianie, to cieszmy się i radujmy. Jednak nie zmuszaj mnie do tego samego, bo to zawsze będzie moja decyzja. Bo w tym momencie, chociaż szanowaliśmy się a nawet prowadziliśmy wspólne dywagacje nad dziełami Platona, to ty nienawidzisz mnie tylko za to, że podjąłem decyzję o tym, że nie dam sobie wpuścić do organizmu tlenku grafenu. Jakie to płytkie i straszne. No ale cóż, skoro ma nas dzielić taka sprawa, to może lepiej iż stało się to tu i teraz i w takiej sytuacji niż po latach w innym sporze.

Odnoszę również wrażenie, że jest spora grupa ludzi zaszczepionych, którzy żałują swojej decyzji ale jest już za późno. To właśnie dlatego ich mentalność włącza się na ten specyficzny tor, który zamiast brać na siebie odpowiedzialność za popełniony krok, każe zwalać winę na innych. Ujmując to prościej, skoro im jest źle, to reszta musi mieć tak samo. Tym bardziej zajadłe są przekonywania do tego, że ty egoistyczny morderco odwleczony w czasie, musisz się zaszczepić tak jak ja. I tu nie ma mowy o sprzeciwie. Sprzeciw skreśla Cię z listy człowieczeństwa. A przecież historia zna już takie przykłady.

Mogę się założyć, że jak minie ten cały szał, emocje ostygną a kurtyna opadnie, ktoś zrobi statystyki i pokaże czarno na białym ile osób w Polsce i na świecie, tych mądrych, odpowiedzialnych i przezornych, nie zaszczepiło się. W dodatku żyją i są zdrowi. To właśnie wtedy cała ta masa która dziś, gdyby tylko mogła zabiła by Cię za to, że się nie zakułeś, zderzy się z rzeczywistością.

Załóżmy teoretycznie, że znajdujemy się właśnie w epicentrum tego całego szału. W centralnym, zapalnym punkcie czasoprzestrzeni, w tym unikalnym momencie, kiedy tylko pyłek kurzu dzieli nas od wybuchu bomby, która zacznie eskalować fizyczną przemoc pomiędzy zaszczepionymi a nie zaszczepionymi. To właśnie teraz zadajmy sobie pytanie o to gdzie teraz jest słynna dziura ozonowa, którą straszono nas w latach 90′. Zabraniano używać aerozoli, bo niebo się skończy i ucieknie tlen.

Gdzie teraz tematy smoleńska czy walki z ociepleniem klimatu? No właśnie, teraz widać jak na dłoni, że tu nie chodzi o covid, o szczepionkę. Chodzi o to by kontrolować społeczeństwo, dzielić je przeciwko sobie i jątrzyć na tyle, że podczas gdy jedni jadą na drugich za naszymi plecami rozgrywają się rzeczy, o których dowiemy się w momencie gdy opadnie kurtyna tego tematu.

Czy po fakcie doświadczymy czegoś takiego, co nazywa się wyrzutami sumienia.? Czy nastanie taki dzień, że ktoś do Ciebie zadzwoni i powie „Słuchaj przepraszam za te wiercenie dziury w brzuchu. Już walić to o co Cię prosiłem ale zachowywałem się wtedy jak złamany huj”. Zapomnijcie o czymś takim. Zła energia pozostanie, tak jak teraz i od lat unosi się w naszym polskim powietrzu.
I o to chodzi tym, którzy nami rządzą. To właśnie skłócone społeczeństwo jak pelikan będzie łykać każdy, nawet najbardziej absurdalny przepis, który wprowadzi się pod płaszczykiem czy to wirusa czy to nowej sytuacji która już jest dla nas szykowana.

Dlatego też jedyne co mam dla tych którzy mnie namawiają, to wyrazy głębokiego współczucia za brak wiedzy, wyzbycie się człowieczeństwa, moralności, dobrej energii i bycia złym do innych dla zasady. Wystarczy to obserwować i zapamiętać.

A jeśli chodzi o warianty samego wirusa. Obecnie rządzi omikron, nazwany na cześć kolejnej, dokładnie piętnastej litery alfabetu greckiego. Mogę zapewnić, że jak ten alfabet się skończy to są na świecie inne zestawy symboli, które można użyć by oznaczyć kolejne mutacje. Chociażby rosyjska grażdanka czy alfabet runiczny. Co jednak zrobią naukowcy jak te warianty zaczną się ze sobą krzyżować?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ten tekst, chociaż na spokojnie i czarno na białym pokazuje, że nie podoba mi się sytuacja w której jestem jednym z milionów ludzi poddanych nachalnym atakiem w sprawie pewnej decyzji, będzie miał swoje konsekwencje. Szczęśliwie nie publikuję go na facebooku a na swojej stronie internetowej. Za którą płacę ze swoich pieniędzy za domenę, serwer itp. Natomiast biorę pod uwagę fakt, że może tak się zdarzyć, że jak za dzień lub dwa po publikacji, wchodząc na www.kornfanhead.pl zobaczysz komunikat – Strona tymczasowo niedostępna, Przerwa techniczna, lub Strona nie istnieje.

Nie wiem jakie poglądy mają właściciele serwera, ale wiem, że takie materiały są dla świata niewygodne. Dlatego ja wychodzę z założenia, że po prostu korzystam z mojej wolności słowa. I tutaj, chcę ją zaprezentować w pełnej krasie.

Internet różni się od życia tym, że ostatnio byłem w kinie. Wszedłem bez maseczki i wpuszczono mnie bez pytania na seans o człowieku pająku. Nikt o nic nie pytał, a na sali inni widzowie, skupieni w dwóch najlepszych rzędach, tak samo jak ja, nie mieli na sobie maseczek. Normalny sobotni dzień. Kiedy jednak wspomniałem o tym na fb, to później nie wiedzieć czemu mój wpis został „zniknięty” z tablicy. Piszę o tym dlatego by mieć świadomość, co może stać się z moją stroną po tych słowach.

Odrębną sprawą jest to, że jak już podlinkuję ten artykuł na fb, bez żadnej zachęty, jak miało to miejsce ostatnio, znów poleje się jad, żółć, pomyje i co tam kto ma za ohydne substancje w zanadrzu, które uzewnętrznia w słowotoku. Ba, może powrócą dawni hejterzy, którzy reaktywują swoje nie istniejące fanpejdże, tylko po to by pokazać, że kornfanhead znów opublikował coś co można obśmiać. To wszystko biorę pod uwagę. Ale zauważ, ja nadal jestem, czas leci a od 2005 roku publikuję, piszę i mam się dobrze, a wspomniani hejeterzy i ich strony na fb już nie….

Wspomniana wizyta w kinie pokazała mi, że nie trzeba wiele by normalnie żyć. Po filmie poszedłem na zakupy. Tam maseczkę założyłem z powodów które opisałem na początku, natomiast co drugi klient jej nie miał. Jakoś ludzie się nie zabijali i nie linczowali w przedświątecznym szale zakupów. Czyli nie tylko ja mam podejście, że żyć można trzeba tylko chcieć.

Powoli kończąc, chociaż świerzbi mnie jak cholera by popłynąć dalej, chciałbym pozdrowić kolejną osobę. Imienia nie wymienię, ale jest to osoba która bardzo się o mnie troszczy i co rozmawiamy, błaga mnie bym nie publikował pewnych treści. Wszystko dla tego, bym uniknął linczu. Na każde pytanie czy nie szkoda mi zdrowia i nerwów na debili odpowiadam – I tak ludzie po mnie jadą, czy to odezwę się o covidzie, czy o słowie Śpiukolot. Więc nie robi mi to różnicy.

Najważniejsze jest to, że nie toleruję tego co dzieje się na świecie. Nie jestem typem, który by uniknąć krytyki linkuje zdanie innych by nie być zlinczowanym za swoje zdanie. A odkąd pamiętam moja marka, mój styl i osobowość budowana była na fundamentach, że zawsze potrafię wypowiedzieć się sam. Dziesiątki recenzji, felietonów i relacji. To jest coś co mnie określa.

Więc i tym razem tak będzie. I zdrowia dla każdego. Szczególnie wszystkim bez wyjątku życzę zdrowej głowy!