Rammstein – Rammstein. Recenzja.

with Brak komentarzy

Długo przyszło nam czekać na nowy album najbardziej rozpoznawalnej grupy metalowej z Niemiec. Rammstein trenował cierpliwość swoich fanów prawie 10 lat i w końcu wydał nowy krążek zatytułowany po prostu Rammstein.

I nie bez przyczyny piszę że było to prawie 10 lat. Media wszelkiej maści rozpisują się, że to równe dziesięć lat. Tymczasem warto spojrzeć na dokładne daty by zauważyć że Liebe ist für alle da ukazało się 16 października 2009 roku a najnowszy krążek 16 maja 2019. Tak więc mamy tutaj kilka miesięcy różnicy. Co oczywiście nie zmienia faktu, że Rammstein i tak swoim posunięciem sprawił, że niektórzy powoli tracili nadzieję, iż nowy longplay w ogóle kiedykolwiek się pojawi.

No ale w zasadzie panowie nie mieli wyjścia, bowiem ile można tłuc na koncertach te same, stare kawałki, nie dając nic nowego i odcinając kupony od dotychczasowej kariery. W podobnej sytuacji znajduje się System Of A Down i jak widać, co raz bardziej blednie ich kariera, bowiem na przeszkodzie stoi to, że Serj Tankian nie ma ochoty na śpiewanie w studio.

A tutaj proszę Rammstein nagrał nowy album, który powstał mimo spięć wewnątrz zespołu. Nie będę się rozpisywał na ten temat szerzej, bowiem każdy zagorzały fan wie o tych sporach, a kiedyś na pewno jakaś książka biograficzna pięknie nam to wyłuszczy.

Jedno jest pewne, Rammstein wzięło się do roboty i nagrało pełnoprawny krążek, który był bardzo potrzebny bo swoim ukazaniem się załatwił wiele spraw. Po pierwsze zespół może spokojnie ruszyć w kolejną trasę koncertową z nowym materiałem i ze sceny powieje świeżością pomieszaną z przeszłością.

Po drugie jest to ugruntowanie pozycji na muzycznym rynku, bowiem Niemcy nie odpuścili i jako jeden z wielu zespołów, które już są legendarne, pokazał, że nadal grają, nadal chcą to robić i mają kolejny udany album w swojej karierze, który daje wspaniałe perspektywy na dalszą przyszłość.

No i po trzecie fani zespołu w końcu mogą cieszyć się jak małe dzieci, bo w ich ręce wpadł długo oczekiwany album, który mogą katować i radować się, że ich ukochany zespół ma się dobrze i gra tak jak za dawnych lat. Co brzmi paradoksalnie, jeśli weźmiemy pod uwagę ile czasu trzeba było na ten Rammstein czekać.

 

 

No dobra, ale przejdźmy do samego krążka, do jego zawartości muzycznej i….wizualnej. Po pierwsze warto wspomnieć o dwóch teledyskach. 28 marca ukazał się klip do utworu Deutschland, który do dziś osiągnął wynik ponad 51 milionów wyświetleń. A te wyświetlenia dają mi osobiście nadzieję.

W obecnych czasach kiedy to co dzieje się od lat w muzyce staje się coraz bardziej płaskie, jałowe i traci swój sznyt oraz muzyczną duszę, ukazuje się ten klip. Kontrowersyjny, bezkompromisowy i będący jednocześnie wysokogatunkowym dziełem filmowym światowej klasy i jakości tak wysokiej, że reszta świata może się kłaniać, lizać buty i brać przykład bo poprzeczka zawieszona jest kosmicznie wysoko.

Bardzo cieszą mnie wszelkie słowa oburzenia na ten klip, które spotkałem w sieci. Świadczą one o tym, że ludzie stali się tak wydelikaceni, że nastała pora by ktoś im przypomniał jak się robi muzykę i klipy. Po prostu przyszli panowie z Rammstein i zrobili to tak, jakby nie minęło 10 lat, a zaledwie góra 2 i w swoim stylu pokazali co to jest artystyczna ekspresja.

 

 

Potwierdzili to 26 kwietnia wypuszczając teledysk do Radio i tym samym utwierdzając, że nawet z pozoru prosty klip nie może być sztampowy i mamy tam obrazki z kontrowersyjnymi akcentami, które wzbudzają emocje. A o to właśnie w muzyce chodzi….Warto jeszcze wspomnieć o przeróbce tego klipu zrobionej przez Polaków z wykorzystaniem scen z serialu Świat Według Kiepskich, który krąży po facebooku.

 

 

Płyta w swojej pełnej klasie ukazała się w piątek 17 maja 2019 roku. Album z okładką, która znów stała się obiektem wielkich komentarzy, pokazała, że można o albumie dyskutować, zanim jeszcze otworzy się pudełko i wyjmie płytę by włożyć ją do odtwarzacza. Okładka jest prosta i dla mnie to symbol, że serio nie ważne co na niej jest, weź człowieku po prostu ten krążek który jest w środku i włącz zawartą na nim muzykę!

Oto właśnie chodzi bo w końcu jest możliwość zapoznania się z albumem na który był taki apetyt, podsycany coraz mocniej wraz z mijającym czasem.

I co mogę powiedzieć o warstwie muzycznej? Spokojnie mogę stwierdzić, że z Rammstein jest tak samo jak z zespołem Iron Maiden. Fani doskonale wiedzą czego się spodziewać i dokładnie to dostają. Już pierwszy singiel Deutschland pokazał, że zespół gra w swoim stylu. Nie ma tam udziwnień, pójścia w innym kierunku, szukania nowej drogi. Jest to po prostu 100% Rammstein, co potwierdził singiel Radio.

 

Charakterystyczne gitary, riffy, rytmy, klawiszowe smaczki i niepodrabiany wokal Till’a Lindemann’a. Wszystko się zgadza i mamy Rammstein takiego jakiego kochamy, znamy i na jakiego czekamy.

Na albumie znajduje się 11 utworów, które są dziełami dopracowanymi, skończonymi i zamykającymi się w jedną piękną całość. To zabawne ale słuchając tej płyty cały czas przypomina mi się jak w 2001 roku, kolega pożyczył mi kasetę Mutter i potem zasłuchiwałem się w niej, by później tę samą muzykę odkrywać z CD. Kilka lat później kolega pozbywał się muzycznej kolekcji i ta kaseta, dzięki której odkryłem Rammstein jest na mojej półce.

 

Wracając do tematu, Rammstein to album który potwierdza styl, klasę i jakość wykonywanej przez zespół muzyki. Ich podejście do gry, miłość do kontrowersji, finezja w dopracowaniu każdego szczegółu i podanie tego w odpowiedniej formie.

Coś co miło mnie zaskoczyło to krzyk Till’a w utworze Puppe. Chyba jeszcze nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z jego wrzaskiem tak mocnym i ekspresyjnym tak jak w tym utworze. Dlatego obecnie jest on moim faworytem na płycie. To samo z kawałkiem Diamant, który jest balladą tak subtelną, że jej moc skłania do łez.

 

Można by pisać długo na temat każdego utworu, ale zabrało by to wiele miejsca a myślę, że najrozsądniej będzie jak każdy odkryje ten świetny album osobiście. Pewne jest to, że utwory na nim zawarte, choć nowe i świeże, są skomponowane tak, że mogły by się znaleźć wcześniej na wielu płytach do tej pory wydanych i wszystko by pasowało.

A piękne jest to, że to jednocześnie jest nowe i pokazuje, że Rammstein ma wiele pomysłów na muzykę i to na pewno nie jest ostatnie słowo.

 

Produkcja płyty, jej mastering, brzmienie, wykonanie utworów, kompozycje, dosłownie wszystko jest tutaj na światowym poziomie. Poziomie tak wysokim, że na bok można odsunąć wszystko co mogło być ewentualną przeszkodą na drodze do powstania tego albumu. Bo jeśli chodzi o pracę, którą trzeba wykonać, to Rammstein są niekwestionowanymi tytanami obowiązkowości i zaangażowania, wykonując to wszystko na 100%.

Jak dla mnie ten album ma wielowarstwową symbolikę. Sama muzyka nie dość, że dała mi coś nowego, świeżego i odpłaciła mi z nawiązką te lata oczekiwań, to w dodatku daje radość uszom w jakości której dawno nie spotkałem. W dodatku to co najważniejsze moim zdaniem Rammstein powrócił w wielkim stylu, pokazując jak się robi muzykę.

 

To w tym czasie jest bardzo potrzebne. Kiedy muzyka staje się coraz bardziej jałowa, kiedy próbuje się ją coraz bardziej uprościć a teksty są pisane tak by odbiorca nie musiał nawet się zastanawiać, a co bardziej przerażające nie dopuszcza się w nich by zaczął on myśleć i rozważać głębszy przekaz, potrzebny był album który przypomina jak robiło się to kiedyś i sprawiało to radość.

 

Nowe młode pokolenie skupione na egocentryzmie słodko miłego życia, że wystarczy że coś jest fajne same z siebie, ale tak na chwilę. Krótkie ulotne emocje, dające przyjemność na moment, oduczyły przeżywania czegokolwiek, w tym muzyki, głębiej, mocniej i dłużej.

I tutaj pojawia się płyta Rammstein, zespołu, który ma w dupie to, że nastały czasu muzycznej papki, zapotrzebowania na nią i to w jaki sposób jest odbierana. Bo oni doskonale wiedzą, że ludzie potrzebują tego, za co całe rzesze słuchaczy ich pokochali. I to nam ofiarowali.

 

Każde oburzenie za ten album, każde słowa „jak oni mogli” itp. są dla mnie jak pożywka. Bowiem ja jestem z tego pokolenia, które kocha kiedy jest mocno, ostro, kiedy kopie tyłek i kiedy teksty trzeba najpierw przetłumaczyć a potem analizować. I to sprawia, że muzyka, która trwa tylko 46 minut, staje się jak piekielnie dobra książka, którą się przeżywa, analizuje i zostaje ona w głowie na długo.

A pod tym kątem Rammstein nie bierze jeńców. To nie album z przypadkowymi utworami. To przemyślane kompozycje zweryfikowane na 100% dające płytę pełnowymiarową, gdzie nie ma słabych punktów.

 

Ta duma, że moje podejście do muzyki jest odpowiednie bo potwierdza je to co znajduje się na tym krążku. Zaspokojenie z nawiązką wszystkich oczekiwań i muzyczna uczta. Oraz to poczucie, że podobnie jak sam zespół mam w dupie krytykę i to, że świat sam z siebie idzie w jałowym kierunku.

A niech idzie, jego strata, ja zostanę przy mojej muzycznej pasji w sposób jaki sam wykreowałem i z Rammsteinem będę w niej trwał.

Rammstein – Rammstein

Premiera – 17 maja 2019

1. Deutschland – 5:23
2. Radio – 4:37
3. Zeig dich – 4:15
4. Ausländer -3:51
5. Sex – 3:56
6. Puppe – 4:33
7. Was ich liebe – 4:29
8. Diamant – 2:34
9. Weit weg – 4:20
10. Tattoo – 4:11
11. Hallomann 4:11

Till Lindemann – wokal, teksty
Richard Z. Kruspe – gitara, teksty, boczny wokal
Oliver Riedel – bass, teksty
Paul Landers – gitara rytmiczna, teksty
Christian Lorenz – instrumenty klawiszowe, teksty
Christoph Schneider – perksusja, teksty

Producent – Olsen Involtini