Przełom 2021-2022

with Brak komentarzy

Kolejny rok za nami. Czas leci i nie da się tego ukryć, że z roku na rok człowiek odnosi wrażenie, że płynie on coraz szybciej. Naukowcy jednak udowodnili tę kwestię…..

 

…Ma ona związek z tym jak jeden odcinek czasu jest dla nas częścią życia w poszczególnym wieku. Brzmi zawile ale można to sobie wyguglować lub poszukać na YouTube. My tu jednak nie o tym, a sprawie przejścia w nowy 2022 rok.

Patrząc wstecz, ostatnie dwa lata zmieniły diametralnie nasze życie. Nawet tu u mnie, jak widać mało o muzyce a więcej prozy. Czy to źle? Uważam że nie, bowiem zanim powstała ta strona i prowadziłem jeszcze bloga, dużo było tekstów. Po za tym niektórzy wiedzą, że tworzyłem w paru innych miejscach i to tylko tekstowo. A przez wiele, wiele lat nie byłem znany z twarzy w ogóle a z pisania właśnie.

 

 

 

 

 

I teraz jestem w miejscu gdzie zrozumiałem wiele spraw. W końcu przekonałem się, że od tego ma się to cudowne narzędzie jakim jest strona internetowa, by móc cieszyć się wolnością tworzenia, ktokolwiek, cokolwiek na ten temat nie sądzi. Mogąc mieć na wszelakie opinie totalnie wyjebane, jednocześnie widząc kto te treści odbiera. Cudowny stan majestatu, na który nie pozwalała platforma blogowa i co skutecznie ogranicza facebook.

To dzięki dobrym radom, przestałem skupiać się na wynurzeniach na facebooku i skupiłem się znów na przyjaźni z edytorem tekstowym, by po dłuższym romansie czasowym, móc jego efekty podać tutaj w ostatecznej formie. Co najwyżej linkując je na niebieskiej platformie. A ta jak się okazuje rządzi się prawami rodem z głębokiego PRL lub carskiej rosji. Mój tekst o segregatorze jest niewidoczny. Sprawdzałem, widzę go tylko jeśli wpiszę jako admin słowa klucze. Po za tym go nie ma. No chyba że ktoś go tam widzi, to poproszę maila ze screenem. Będę dźwięczny!

 

 

Ten rok oprócz wiadomej sytuacji ogólnoświatowej był dla mnie najdelikatniej mówiąc, dość ciężki o czym pisałem w tekście Jadohejt. Zwłaszcza pierwsze półrocze. Kiedy wykaraskałem się z wszelkich opresji i doszedłem do wielowymiarowej formy, skupiłem się na pracy, by móc znów żyć tak jak chcę. A jeśli chodzi o zaległości w muzyce, sporcie itp., to wezmę się za nie od nowego roku. I to nie jest postanowienie, tylko jakby naturalna kolej rzeczy. Skończy się rok, skończy się pewnego rodzaju lenistwo. Nie było ono jednak nie uzasadnione a powód dla którego wdrożyłem je w życie jest znany niewielkiej liczbie osób.

I to właśnie sobie cenię – prywatność. Tylko ja wiem i każdy kto się z tym zjawiskiem zetknął, ileż to razy ludzie, tak po prostu z nudów, chcą się wedrzeć do naszej prywatności. Potocznie nazywa się to wchodzeniem z butami w nasze życie. To staropolska tradycja, której celem jest pozyskanie informacji o nas, by móc je wykorzystać, chociażby w plotkach przy kawowo, piwno, wódczanych pogaduszkach.

I tylko ja wiem, ile osób się sromotnie zawiodło chcąc wykonać manewry by coś o mnie wiedzieć, a tu klops, bo ripostą i świadomością, że może do tego dojść, zawczasu wymanewrowywałem takie osoby w pole. Tak więc od wielu lat spełnia się moja wizja, że chociażby nie wiem jak ktoś mnie śledził w necie. Moje kanały, wpisy etc, tak naprawdę wie o mnie bardzo niewiele. I niech tak zostanie.

 

 

Ten rok to także ugruntowanie się monolitycznego fundamentu jakim jest przyjęta jeszcze w 2019 roku zasada absolutnego braku wiary w ludzi. I im dłużej to trwa tym i mi i ludziom żyje się lepiej, raźniej i przyjemniej. W skrócie – brak wiary w ludzi oznacza wiarę tylko w to co wypracuję swoimi rękoma i umysłem. A najbardziej radosne jest, jeśli na drodze życia, pojawią się osoby, które swoją bezinteresownością i dobrym uczynkiem łamią ten brak wiary. Co daje nadzieję na lepsze jutro oraz pięknie pokazuje, że są wyjątki potwierdzające reguły.

Także i w tym roku pojawi się film (u góry) od wielu lat pod tym samym tytułem „Kolejny rok z rozmachem”, ale przed tym facebookowy wpis na moim profilu w którym ogólnie rozliczam się z ludźmi i sytuacjami jakie spotkały mnie przez ten 2021 rok. W dodatku z związku z tym szykowałem epicką wręcz niespodziankę, jednakże nie dane mi jej przedstawić w pełni, bo okazuje się, że…..chyba trafiłem na sam koniec Internetu.

O czym mowa? Otóż uważam, że facebook to rynsztok i z uporem maniaka blokuję tam ludzi wręcz masowo. A to tych co piszą komentarze pod wpisami na stronach z newsami, mając totalnie odmienne zdanie ode mnie. A to tych co wydaje im się, że każdą moją wypowiedź trzeba skrytykować, shejtować i pokazać mi, jak bardzo się mylę i muszę postępować jak mi przykażą. Lub po prostu, po ludzku, wszelkich debili i idiotów. Tych ostatnich jest najwięcej….. I gdy już zbliżała się magiczna liczba 10000 osób zablokowanych, facebook zwariował.

 

 

Pomimo usilnych starań i pracy u podstaw, licznik zatrzymał się na 9912 i nie chce drgnąć dalej (co więcej liczba ta jest cały czas ruchoma). Nawet zablokowanie 20 osób dla przykładu nie daje efektu. Szkoda, bo tak pragnąłem walnąć moim pisemnym monologiem wprost w twarz wielu krytykantom i pokazać magiczne 10000. No ale czasem pewne rzeczy są niezależne od nas. Teraz przynajmniej dowiedzieliście się co czasami robię w wolnym czasie. W myśl – otaczaj się tylko tymi ludźmi, którzy mają dla Ciebie pozytywną energię, skrzętnie realizuję tam w ten sposób to założenie.

Wnioski są jednak niejednoznaczne. Stanisław Grzesiuk w swoim dziele Pięć Lat Kacetu często opisywał sytuację gdy w swojej niedoli zabijał gryzące go pchły. Zawsze podkreślał, że wykończył jedną a dziesięć przychodziło „na pogrzeb”. Z idiotami na fb jest podobnie, blokniesz jednego, odświeżysz stronę a pojawi się tłum następnych, chcących udowodnić, że to ich literowe wypociny są najważniejsze.

 

 

Nie zmienia to jednak faktu, że mam coraz większe grono znajomych, które oczywiście zmienia się cyfrowo w czasie, ale są to w większości fajni ludzie. Owszem zdarzy się że ktoś wyłoni się z tłumu i pokaże pod jakimś wpisem swoje oburzenie oraz nakaz myślenia w jego stylu, który nie znosi sprzeciwu. Wtedy blokada, bez trwogi i żalu. I ta osoba ma spokój bo już nie widzi mnie ale przede wszystkim to ja nie widzę tej osoby. Tak jakby nigdy nie istniała. A co najbardziej intrygujące, pewne osoby zostawiłem sobie na sam koniec roku, czyli na dziś…..

I to z wielkiej dobroci serca, otóż mając dobre intencje, czekałem cierpliwie aż tym ludziom coś się w magiczny sposób poprzestawia w głowie na odpowiednie tory. Więc poczekałem i dziś…..cóż ludzie są tylko ludźmi.

 

 

A co daje cała ta sytuacja – święty spokój, dzięki któremu można się rozwijać, tworzyć i przeć do przodu bez świadomości, że ktoś chce Ci zatruć życie swoimi umizgami. I dzięki temu umysł staje się silniejszy, mocniejszy i klarowny. I to właśnie w takim stanie chcę przywitać ten nowy rok. Nie ważne w jakich okolicznościach i towarzystwie. Ważne że z nową, czystą siłą napędową.

Jak to często podkreślam – na tym polega wolność. I z tego miejsca mogę Wam obiecać, że ja nie zmienię tego kim jestem i jakiego mnie znacie. Zawsze wypowiadam swoje zdanie i opinie, choćby świat stanął na głowie i przez światowy szał huja nagle ludziom coś odjebało. Bo to jest mój znak rozpoznawczy. Kiedyś mądrość była w cenie, a dziś, może jest inaczej, ale nie znaczy to, że trzeba zamknąć usta by ktoś nie uznał, że po prostu „pierdolisz głupoty”

 

 

Niezliczone przykłady takich komentarzy oraz ludzi, którzy je wypowiedzieli są dowodem na to, że mam rację….Bo dziś….nie ma ani tych komentarzy, ani tych ludzi….i nie przez blokady. Tylko i wyłącznie przez to, że zgnili w swoim jadzie, toczonym nie tylko zresztą na mnie.

Narodowy sport hejtu sam zjada swoich zawodników, co jest tylko kwestią czasu. Natomiast treści mądre obronią się same. Wierzę w to od 6 czerwca 2005 roku, odkąd powstał mój blog i jak widać mija 17 lat a moje treści nadal są znane! Przypadek?

 

 

Jak widać, plandemia sprawiła, że człowiek skupił się na zagadnieniach o których wcześniej myślał zdawkowo. No ale izolacja społeczna sprawiła, że społeczeństwo odkryło swoją naturę jeszcze mocniej i dziś kiedy jesteśmy na rozstaju dat, można o tym podyskutować.

Ja i tak większość czasu jestem odizolowany przemierzając tysiące kilometrów ciężarówką. Ciekawie zaczęło się robić, gdy większość ludzi na globie zaczęła być w podobnej sytuacji.

 

 

To co piszę to jednocześnie takie katharsis. Pisanie, uzewnętrznianie się zawsze przynosi ulgę i spokojną głowę. A Ty czytelniku, przy założeniu że zgadzasz się z moim zdaniem, możesz poczuć ulgę jeszcze większą, bo okazuje się że nagle zgadzamy się w tych samych kwestiach. Z tym, że Ty jesteś w lepszej sytuacji, bo sam nie musisz ryzykować, wypowiadając swoich słów, narażając się na lincz, a oprzeć swoje zdanie o moją wypowiedź. Więc jeśli pomogłem to cieszę się bardzo.

Wychodząc w przyszłość, nie możemy nie odnieść wrażenia, że to co działo się od marca 2020 do dziś nie zniknie a wręcz przybierze na sile w swojej istocie. Trzeba nastawić się na to, że tyle absurdów i sytuacji które osłabiały nas do teraz, to możliwe, że tylko preludium przed jutrem. Musimy więc być jeszcze silniejsi, tworzyć pancerze i tarcze z coraz silniejszych mieszanek szlachetnych pierwiastków, by odeprzeć te fale atakujące nas codziennie, by żyć po prostu normalnie i nie dać się temu całemu cyrkowi.

 

 

Mi jest łatwo mówić, nie dotykają mnie te ceregiele bo transport to taka branże, gdzie cały świat zamyka się z powodu decyzji rządzących a tu jest takie „przymknięcie oka”. Bowiem gdyby zatrzymać np. budowlankę i transport, to bogaci nie mogli by być jeszcze bardziej bogatsi. Więc z jednej strony zamyka się kina, restauracje, baseny a z drugiej w przemysłowych branżach mało kto nawet nosi maseczkę. Już to samo w sobie pokazuje cały ten plandemiczny absurd. Bo przecież czy w kinie czy na budowie, pracują tak samo zbudowani ludzie. Okazuje się jednak, że na budowie wirus nie straszny według tych co znają się nim najlepiej.

I niech to będzie przykład na to, że ta cała ruchawka medialna, to tylko kolejny temat do tego by manipulować społeczeństwem, by ono się bało i by można było nim sterować. Tak jak kiedyś dziura ozonowa, ocieplenie klimatu czy pluskwa milenijna. Jednak jeśli chodzi o wirusa to temat stał się dla wielu poważny dlatego, że dotyczy on nas personalnie. I to jest esencja ekspansji emocji.

 

 

Kiedy temat dotyczy spraw zewnętrznych to jeszcze nie ma słownego puczu, ale jeśli jest coś co może dotyczyć i Ciebie osobiście to zabierzesz głos. Ludzie tak robią, bo czują się wtedy w obowiązku do manifestacji swoich przekonań. No i dodajmy do tego nasze narodowe cechy w postaci „nie znam się ale się wypowiem”, „moja racja jest mojsza niż twojsza” czy „Włóżmy kij w mrowisko i podzielmy się jako społeczeństwo bardziej”, a dostaniemy cudowną laurkę której obraz możemy oglądać codziennie w internecie.

Każdy kij ma jednak dwa końce. I o ile Polacy mają naprawdę krótką pamięć, to można ich zaskoczyć tym, że Ty będziesz pamiętał o tym co oni zrobili Tobie. Tak więc jakie będzie zdziwienie tych co psioczyli na Ciebie bo miałeś inne zdanie na ten temat niż oni, i nagle kiedy to się skończy, przyjdą do Ciebie prosząc o pomoc. Oczywiście będą tłumaczyć, że było jak było ale wrzućmy na looz.

 

Sorry – jeśli ktoś wyzywa Cię od morderców odwleczonych w czasie a potem Cię prosi np. o przysługę, to jest nikim więcej jak nie wartym szacunku największym hipokrytą świata. A ja hipokrytów brzydzę się najbardziej. Dla mnie hipokryta to gorzej niż złodziej!

To dlatego tak pieczołowicie dbam o to by mój teren, moja najbliższa przestrzeń była jak najdokładniej oczyszczona ze złej energii, z ludzi którym zależy tylko na chaosie. Nie pozwolę by ktokolwiek poddał w wątpliwość moją mądrość, siejąc mi zwątpienie, obawy, strach i niepewność. Tylko człowiek świadomy nie podda się temu co chce wymusić na nim tłum.

 

Pozwolę sobie tutaj zacytować wpis pewnego facebookowicza. Zakładam, że to nie jego tekst, ale coś co powinno wybrzmieć wszędzie gdzie się da. Z duma więc prezentuję ten piękny i mądry komunikat:

„Pamiętaj, że jeśli nadal jesteś nieszczepiony, to przeżyłeś największą wojnę psychologiczną w historii ludzkości. Od dziesięcioleci knuli ten szatański plan. Czy możesz sobie wyobrazić, ile czasu, ile zasobów i ile wysiłku w to włożono? Zbadali oni każdy możliwy sposób, aby zniewolić wasze umysły i nakłonić do szczepień. Próbowali was zdemoralizować, korumpując społeczeństwo w każdy możliwy sposób. Próbowali cię oczernić. Próbowali cię zwabić pieniędzmi, prezentami i nagrodami. Próbowali was zdezorientować i sprawić, byście zwątpili we własną rzeczywistość i tożsamość. Próbowali oni zmusić was do podeptania własnych zasad, wartości i moralności. Udało im się nawet sprawić, że twoi bliscy zwrócili się przeciwko tobie. Prawie każdy z nas to odczuwał. Większość z nich splajtowała. Ale nie zrobiłeś tego. Pomyśl tylko, jak wiele słabości przeszedłeś i pokonałeś. Nigdy nie spasowałeś. Nadal jesteś nieszczepiony. Wciąż masz czystą krew. Wszystkie ich sztuczki na ciebie nie zadziałały. Wszystkim nieszczepionym przesyłam więc „Na zdrowie, ludzie honoru! Stać mocno !” Bo tylko w prawdzie jest siła i moc !”

 

I z tą siłą i mocą wchodzę w ten nowy rok. Kończąc ten tekst jeszcze w sylwestrowe południe, w dość specyficznych okolicznościach o których napisze niebawem. Z jednej strony wiedząc, że cieszę się jak małe dziecko że ten 2021 odchodzi w niepamięć, z drugiej wiedząc ile wyzwań mnie czeka w nowym 2022.

To jednak nie istotne bo niech trwa chwila kiedy króluje KATHARSIS!