Koncertowy weekend z PLAN i Kabanos. 10 – 11 marca 2018. Łódź (Magnetofon), Płock (Rock ’69). Relacja (foto, video)

with Brak komentarzy

To był bardzo intensywny koncertowy weekend. 10 i 11 marca 2018 roku należał do zespołów PLAN i Kabanos! Ich koncerty w łódzkim klubie Magnetofon oraz płockim Rock 69, były bardzo istotne z kilku punktów widzenia.

Po pierwsze dla PLAN-u było to zakończenie trasy koncertowej, która przypomnę, odbyła się jeszcze przed wydaniem płyty. Po drugie dla Kabanosa to kolejna seria koncertów w ramach trasy z okazji XX – lecia cienkiej pomarszczonej kiełbasy, która potrwa do 22 kwietnia.

 

O ile Kabanosa nie trzeba nikomu przedstawiać, to PLAN, nie jest jeszcze aż tak szeroko znany. Zachęcam więc do zapoznania się z TYM artykułem, gdzie zespół został prze ze mnie szerzej opisany. Informowałem tam również o tej trasie koncertowej.

Kiedy pewnego pięknego dnia, dotarła do mnie informacja, że PLAN ma już potwierdzone terminy i miejsca gdzie zagra, to po ich sprawdzeniu wiedziałem jedno – nie ma takiej możliwości by mnie tam nie było. Choćby się paliło i waliło muszę być tam, gdzie chłopaki grają w mojej najbliższej okolicy i w końcu usłyszeć ich na żywo!

W sumie z tym „waliło i paliło”, nie było na wyrost, bo w tym czasie cały czas walczyłem z zapaleniem migdałków i leciałem na solidnej dawce antybiotyku. By było ciekawiej nie tylko ja załapałem się na paskudnego wirusa, który osłabiał mnie i większość ludzi z mojego otoczenia, bo sam zespół też miał problemy, co można zauważyć po tym, że „Szczena” w Łodzi miał na sobie maseczkę chirurgiczną, by nie zarażać wszystkich dookoła.

Nie mniej jednak chyba wszyscy jakoś intuicyjnie czuliśmy wielki entuzjazm, bo w Łodzi pod klubem Magnetofon stawiliśmy się, zanim jeszcze oficjalnie otworzono tzw „bramy”. W tym miejscu, jeszcze przed koncertem zdarzyła się rzecz właściwie historyczna, bowiem w końcu mogłem spotkać chłopaków na żywo. To piękne uczucie kiedy znasz kogoś przez jego muzykę, potem z łącz internetowych, a w końcu możesz spojrzeć im prosto w oczy, przybić piątkę i normalnie porozmawiać.

Zwłaszcza, że w przeszłości muzyka B.E.T.h towarzyszyła mi latami, później Dead Efforts, Ametria i do tego ostatnio PLAN w singlu Przed Początkiem. A teraz mogliśmy o tym wszystkim spokojnie porozmawiać. Chociaż tego czasu nie było zbyt wiele, bo zaraz zespół wszedł na scenę by móc rozpocząć swój koncert.

I wtedy się zaczęło! O ile do tej pory w Magnetofonie panowała spokojna atmosfera, odpowiednia do sączenia piwka, tak w momencie gdy zabrzmiały pierwsze akordy Przed Początkiem, klub zadrżał! Wybór numeru na otwarcie był oczywisty, bowiem jest to jedyny oficjalny singiel dostępny do publicznego odsłuchu i jedynie z nim publika mogła kojarzyć nowy PLAN.

Zasadniczo to nie wiem co się działo za mną, bo w momencie gdy koncert się rozpoczął, ja byłem już w innym świecie. Napawałem się każdą sekundą tego koncertu, chłonąłem każdy dźwięk i patrzyłem na zespół jak zahipnotyzowany. Przez ponad rok słuchałem na okrągło tej muzyki, a teraz mogłem ją odczuwać na żywo!

A właśnie na scenie zespół PLAN czuje się jak ryba w wodzie. Perfekcyjne przygotowanie, aranże i zgranie. Nawet osłabienie spowodowane przeziębieniem odeszło na ten czas w zapomnienie! Moc decybeli sprawiła, że to był zupełnie inny wymiar postrzegania, który nasilał się z każdym następnym utworem.

PLAN oprócz Przed Początkiem zagrał także, między innymi, utwór Początek Końca, który dedykowany jest zmarłemu dwa lata temu basiście B.E.T.h Piotrkowi „Marqus’owi” Mossakowskiemu. Przy tym utworze sam Śvistak uronił łzy, co nie dziwi biorąc pod uwagę więzi, jakie towarzyszyły muzykom. Ja sam przeżywam jego odejście do dziś, bo zawsze mentalnie czułem, że jesteśmy sobie muzycznie bliscy i do dziś żałuję, że nie dane nam było spotkać się za jego życia. Wiedziałem natomiast, że Marqus był chyba nawet większym fanem MuDvAyNe niż ja. Toteż na tę okazję ubrałem koszulkę tego zespołu, identyczną jaką nosił Piotrek.

W setliście PLAN-u, która z wiadomych względów nie była za długa, znalazły się nowe utwory, które znajdą się na płycie, ale także dwie piosenki z repertuaru B.E.T.h czyli Azyl i Nie Przemocy. Te ostatnie w bardzo ciężkim wydaniu, a ich wykonanie było dla mnie jak spełnienie marzeń sprzed ponad 10 lat!

 

 

Plan pokazał klasę i to, że na scena to ich naturalne środowisko. Moc, brzmienie i energia były tak skumulowane, że czuć było po zakończonym koncercie, że zespół tak naprawdę dopiero się rozkręcał. Jednak biorąc pod uwagę, że to preludiom możliwości, to można tylko wyobrazić sobie, co będzie się działo na trasie promującej płytę!

Zaraz po koncercie PLAN-u kiedy muzycy zeszli na backstage, na scenę wkroczył KABANOS, z tą małą różnicą że jeden muzyk został. Bo przypomnę, że Dudzik wali w bębny w obydwu kapelach. Kabanos to już sprawdzona klasa sama w sobie. I przyznam szczerze, że energia z jaką zespół rozpoczął swój występ dodała mi nowych sił. Chociaż wydawało mi się, że na PLAN-ie dałem z siebie wszystko, to okazało się, że nagle wydobyłem z siebie nowe pokłady energii.

Zenek, który na koncert wrócił prosto z kina, swoją osobowością od razu zintegrował pod sceną, tłumnie przybyłą publiczność. Zasadniczo byliśmy tam jak jedna wielka rodzina, która przeżywa koncert swojej ulubionej kapeli.

 

 

 

Zespół wpadł na pomysł, by ukryć za kotarą Leszka i Dudzika. A nie każdy wie, że po drugiej stronie kotar było logo PLAN :). Koncert opiewał przekrój utworów z wszystkich płyt nagranych w ciągu tych dwóch dekad działalności. Tak więc każdy usłyszał utwory ze swoich ulubionych albumów. Mnie najbardziej ucieszył fakt, że na finał bisów zespół zagrał Buraki z mojej ulubionej płyty Kiełbie We Łbie.

 

 

W czasie koncertu łódzki Magnetofon żył pełnią życia. Na scenie pojawił się najmłodszy widz, który jeszcze zarobił swoją dolę, którą publika wcześniej wrzucała co łaska na scenę, nabierając się na żart Zenka. Później Zenek wyszedł do publiczności gdzie był po prostu oblegany. A na samą scenę wrócił transportowany na rękach fanów. Takie rzeczy dzieją się tylko na koncertach Kabanosa.

 

 

To był bardzo długi i energetyczny set, a po wszystkim aż żal było wychodzić z klubu. W zasadzie Magnetofon opuściłem kiedy na scenie rozkładali się DJ-e na kolejną imprezę. Ale zanim opuściłem klub poprosiłem Zenka o to by następnego dnia w Płocku zagrali jeden utwór, którego nie było w secie łódzkim……

 

 

I tak faktycznie się stało. Następnego dnia trasa przeniosła się do płockiego klubu Rock 69. Dotarłem tam na godzinę przed koncertami i moje pierwsze wrażenie było tylko takie, że jest to mniejszy klub niż łódzki Magnetofon. Jednak klimat tego miejsca sprawił, że podobnie jak w Łodzi tak i tutaj od razu poczułem się jak u siebie.

A same zespoły pokazały, że niezależnie od miejsca, dają z siebie wszystko z równie wielką mocą i entuzjazmem. Tym bardziej, że PLAN nadal borykał się ze stanem zapalnym. Nie miało to jednak wpływu na jakość koncertu bo ponownie znalazłem się w innym świecie. Muzyczny odlot, który sprawił, że zapomniałem nawet o tym, że mnie również osłabia stan zapalny i przyjmowany antybiotyk. Postawiłem wszystko na jedną kartę, i albo będę umierał następnego dnia, albo wyjdę skutecznie na prostą i normalnie pójdę do pracy.

 

 

A warto było dać z siebie wszystko bo PLAN zagrał kolejny bardzo dobry koncert i kolejny raz żal było że to koniec. Co nie ukrywam zaostrza apetyt na więcej.

Potem na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru czyli KABANOS. Tym razem bez kotar, muzycy pokazali się w pełnej krasie. Już od pierwszego numeru w klubie zrobiło się naprawdę gęsto. I to w przenośni i dosłownie. Momentami ryzykowne było machanie głową, bo można było ryzykować zderzenie z kimś kto też wpadł na ten sam pomysł.

 

 

Przestrzeni było jednak tyle, że dało się znaleźć moment na headbanging a nawet pogo. Zespół wysłuchał mojej prośby i ……zagrał mój ulubiony numer – Baba i Dziad. Czyli taka wartość dodana do setlisty za co zespołowi bardzo dziękuję.

No tak ale ten kawałek wcale nie był na bis, tylko gdzieś tak w połowie koncertu. A z każdym kolejnym numerem w Rock 69 robiło się coraz bardziej gorąco. A kiedy wszyscy byli już dostatecznie spoceni, Zenek zapowiedział utwór Przytul Mnie Staszek…… To się nazywa klasa sama w sobie, by wiedzieć jak zapewnić uczestnikom koncertu niezapomniane wrażenia. I faktycznie wszyscy kleiliśmy się do siebie i każdy na długo to zapamięta.

Na sam koniec były oczywiście Buraki, przy których Zenek wyszedł do publiczności co spowodowało jeszcze większe skumulowanie się ludzi w jednym miejscu. Naprawdę tej nocy w płockim klubie Rock 69 było naprawdę gorąco i gęsto!

Obydwa zespoły zagrały tego weekendu profesjonalne koncerty i kiedy opadł już kurz i wysechł pot, człowiek zdał sobie sprawę że to koniec i od jutra znowu szara rzeczywistość. Ale takie dni jak te, są swoistym świętem. I na pewno będzie powtórka. A fani cienkiej pomarszczonej kiełbasy nadal mogą wybrać się na koncert bo przypominam, trasa trwa do 22 kwietnia.

PLAN tymczasem wrócił do studia by pracować nad płytą, co jest zapowiedzią tego, że już niedługo znowu ich usłyszymy i zobaczymy na żywo!

Video i zdjęcia: Dorota Matusiak, Asya Warner oraz Rock ’69. Za pozwoleniem i aprobatą. Oraz kilka moich.