Koncertowa majówka 2018. Relacja

with Brak komentarzy

To była naprawdę długa majówka. Począwszy od 28 kwietnia aż do 6 maja przepełniona była dosłownie koncertowo. Przekrój wydarzeń na których miałem przyjemność uczestniczyć też był bardzo szeroki. To też warto o każdym wspomnieć osobno i chronologicznie.

Majówka rozpoczęła się od wizyty w Moto Pub Garage, gdzie 28 kwietnia odbyły się koncerty zespołów Hope Forsaken oraz Clashtor. Ale o tym, kto naprawdę gra, dowiedziałem się w zasadzie na miejscu. Zanim dotarłem do Kutna, miałem bowiem totalny młyn. Wiadomo, praca i to by zdążyć pozamykać wszystkie sprawy służbowe, by móc na spokojnie rozpocząć długi weekend.

Wiedziałem tylko, że będzie rzeźnia i z tym nastawieniem stawiłem się w klubie. I nie myliłem się, bowiem obydwie kapele zapodały taką dawkę decybeli, że skutecznie zapomniałem o tym, że jeszcze kilkanaście godzin wcześniej patrzyłem na tachograf i zastanawiałem się o której zjadę do domu.

Doskonałe wejście w te kilka dni wolnego i odpoczynku. Totalny reset, dzięki muzycznej masakrze jaką Hope Forsaken i Clashtor zaserwowali w Moto Pub Garage. Sprawdziła się złota zasada, że najpierw koncert a potem dopiero nagrania z płyty czy internetu.

 

To były koncerty na naprawdę wysokim poziomie. Warto wspomnieć że razem z zespołem Hope Forsken wystąpił gościnnie gitarzysta zespołu Alastor – Artur Banach, który wsparł zespół na basie.

 

 

Tak się złożyło, że pierwszego maja w mojej okolicy swój plenerowy koncert miała Olga Bończyk. Aktorka, piosenkarka, lektorka audiobooków. Znam twórczość artystki od dawna i bacznie śledzę jej dokonania artystyczne, toteż nie mogłem przepuścić okazji by nie pojawić się na jej koncercie.

Oczywiście nie obyło się bez rozmowy, wspólnego zdjęcia i autografu. I miło było uczestniczyć w koncercie, gdzie Pani Olga zapowiedziała, że mimo tego, że Zbigniewa Wodeckiego nie ma już wśród nas, ona nadal będzie z nim śpiewać. I tak też było tym razem. Dużo emocji aż szkoda, że Olga Bończyk nie była gwiazdą tego wieczoru jeśli chodzi o kolejność koncertów. Bo jak dla mnie zdeklasowała wszystkich innych występujących wtedy na jednej scenie!

 

 

Dzień później w Kutnie swoje koncerty mieli Mesajah i Perfect! Osobiście przyznaję że wybrałem się tylko na tego pierwszego artystę. Znam jego większość piosenek, ale od momentu kiedy wystąpił gościnnie u L.U.C.-a razem z K2 i przede wszystkim z Krystyną Prońko w utworze W Związku Z Tym, wiedziałem, że muszę go kiedyś spotkać.

To był profesjonalny i emocjonalny koncert. Nie zabrakło oczywiście fragmentu wyżej wymienionego utworu a także Szukając Szczęścia, który nagrany został z Kamilem Bednarkiem. Oczywiście zabrzmiały również najbardziej znane utwory takie jak np. Każdego Dnia czy Lepsza Połowa.

Nie było łatwo dostać się w kolejce by móc sobie zrobić z Mesajah zdjęcie ale udało się. Na pewno to nie nasze ostatnie spotkanie. Tak samo jak z Perfectem……na który mimo że zagrał profesjonalnie , to nie mogłem dłużej już być w Kutnie i wysłuchałem trzech utworów. To jednak co usłyszałem było naprawdę mega, plus wielki za efekty wizualne.

Ogólnie nie widziałem jeszcze tylu ludzi w Kutnie. To miasto tętniło intensywnym życiem i muzyką!

 

Grande Finale, Wisienka Na Torcie i Najlepszy Koncert w ten wolny czas – VADER!
5 maja w Płocku w klubie Rock 69 Vader wystąpił w ramach trasy XXV lat chaosu, gdzie zagrał w całości swój debiutancki album The Ultimate Incantation. Oczywiście oprócz tego nie zabrakło killerów z ostatniej twórczości.

Co tu dużo mówić, to nie był zwyczajny koncert, to było profesjonalne przedstawienie. Kiedy rozbrzmiały pierwsze dźwięki intro, wszyscy byli już zahipnotyzowani. A kiedy zaczęła się rzeźnia wyłączyła się jakakolwiek kontrola i rozpoczęło totalne szaleństwo. Klub zawrzał od muzyki ciężkiej i brutalnej wykonywanej z chirurgiczną wręcz precyzją. A publiczność, którą czułem na swoich plecach pokazała, że na to czekaliśmy i z każdym dźwiękiem, dziękujemy i przeżywamy każdą sekundę tego schow.

 

 

Vader nie był dłużny i tutaj w klubie zagrał koncert tak samo profesjonalnie jak na wielkich międzynarodowych arenach. Zaskakuje fakt, że kawałki, które są bardzo skomplikowane, zmieniają rytmikę i wymagają wielkiego skupienia, przychodzą muzykom tak łatwo w grze. Zwrócę tutaj uwagę na perkusistę Jasona Stewarta, który rytmiczne akrobacje wypełnione blastami, grał z uśmiechem na ustach jakby to był poranny jogging a nie katowanie zestawu perkusyjnego.

To było coś hipnotyzującego. Ogromna nawałnica dźwięków, która kopała w tyłek i przekręcała bebechy na lewą stronę. Ja osobiście odleciałem i dałem z siebie wszystko na ile się dało. Bo miejsca było mało z powodu wielu chętnych by być jak najbliżej zespołu. Ale nic w tym dziwnego bo od sceny biła ta energia którą każdy chciał chłonąć jak najwięcej.

To był zdecydowanie jeden z najlepszych koncertów na jakich byłem w życiu. Bezdyskusyjnie a jak mnie znacie to wiecie, że na wielu już byłem! A i szyja bolała mnie tydzień!

 

To był wyjątkowy majowy weekend. Po raz pierwszy miałem tyle wolnego i po raz pierwszy udało się być na tylu koncertach podczas tych dni. Muzyczne baterie zostały naładowane z zapasem!