Closterkeller – Abracadabra Viridian Tour 2017. Podsumowanie (foto, video)

with Brak komentarzy

Zakończyła się właśnie trasa koncertowa zespołu Closterkeller – Abracadabra Viridian Tour 2017. Zespół udał się na zasłużony odpoczynek po serii ponad 30 koncertów. A fani nadal są pod wpływem emocji i wrażeń jakie im towarzyszyły.

A trasa ta była wyjątkowa i należy się jej kilka słów podsumowania. Wiadomo, że Closterkeller to weterani sceny, regularnie wyruszający w całe trasy koncertowe. Jednak tym razem była to trasa promująca nową płytę Viridian, której to doczekaliśmy się po sześciu latach wyczekiwania od ostatniego wydawnictwa Bordeaux.

 

 

W związku z tym zespół grał cały materiał z premierowego krążka od początku do końca, by potem zaserwować najlepsze kąski ze swojej twórczości. Tak więc po jedenastu premierowych numerach, mogliśmy usłyszeć Scarlett, Ate, Dwie Połowy, Śniło, Ziemia Obiecana czy oczywiście Na Krawędzi oraz Cisza W Moim Domu i Władza. Ogólnie licząc każdy występ trwał średnio dwie godziny a zespół grał w każdy weekend od piątku do niedzieli. Biorąc pod uwagę tempo jakie zespół ponownie sobie zarzucił, można stwierdzić, że wiele kapel może brać z Closterkeller-a przykład.

 

Oficjalny plakat promujący trasę.

 

Nie było tutaj bowiem słabych punktów, za każdym razem na scenie odbywał się energetyczny spektakl, który docenili słuchacze w każdym odwiedzonym przez zespół mieście. Siła z jaką Closterkeller koncertował tej jesieni była taka, że do dziś odbieram telefony od znajomych (starych i nowych poznanych dzięki tej trasie), dla których te chwile pod sceną są nadal żywe, jakby każdy koncert odbył się dopiero co wczoraj.

Mi osobiście jest miło, że mogłem być patronem medialnym tej trasy i mam nadzieję, że nie jest to ostatni raz. Sam osobiście byłem na dwóch koncertach, jednym w Kutnie i drugim we Wrześni. Osobiście chciałem pojawić się na innych, ale niestety albo wyskoczyło coś innego po drodze (jak to w życiu) i trzeba było pozałatwiać jakieś sprawy, albo ….na koniec moje auto odmówiło posłuszeństwa i musiałem je oddać do warsztatu.

 

 

Cieszę się jednak, że jakimś cudem udało mi się dotrzeć do Kutna. I to na wielki styk, bowiem dwie godziny przed występem patrzyłem jeszcze na tachograf czy dojadę z trasy do bazy czy nie. Udało się i pomknąłem do Moto Pub Garage by cieszyć, że w końcu mogę zobaczyć na żywo Closterkeller z nowym materiałem. Do tego czułem na sobie wielką odpowiedzialność, ponieważ to ja zaproponowałem zespołowi to miejsce. Kiedy okazało się że wszystko jest już zorganizowane, żyłem nadzieją, że podobnie jak na innych imprezach w Kutnie pojawi się komplet fanów i będą się przednio bawić. Nie myliłem się i z radością wszedłem do klubu, gdzie jeszcze przed koncertem było gęsto i czuć było podekscytowanie.

 

 

 

A koncert ten był pierwsza klasa. Działo się tyle, że zapomniałem o całym tygodniu ciężkiej pracy, puściłem wszelkie hamulce i moje dredy były dosłownie wszędzie. Co potwierdziło się później w relacjach bezpośrednich i wiadomościach, które dostawałem długo po koncercie. W dodatku samo miejsce spodobało się zespołowi, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że Moto Pub Garage będzie stałym punktem na mapie koncertowej Closterkellera.

 

 


 

Każdy z kim rozmawiałem był pod wielkim wrażeniem. Anja jest niepodrabialna i ma w sobie taką moc, że drżą posady. A cały zespół grając na żywo przekazuje potężną dawkę energii przy której nie da się stać obojętnie., no chyba że z otwartą szczęką z wrażenia. Tak więc w Kutnie koncert był jak święto, bowiem każdy był zadowolony i wszyscy bawili się dobrze. Zarówno klub, zespół jak i zgromadzeni fani zapamiętają ten spektakl na długo.

 

Do Wrześni też zajechałem na styk, w sumie do ostatniej chwili nie wiedziałem, czy będę miał transport, ale udało się i…..dotarłem w połowie Viridiany. Tutaj na scenie lokalnego liceum zespół zaserwował na koniec podobnie jak na innych koncertach kącik dziecięcy w dodatku w wersji black metal. Kto był ten wie jak to wyglądało. I pomimo tego, że koncert był w sali w ustawionymi fotelami, to i tak publiczność bardzo energicznie przeżywała ten koncert. Ja nie siedziałem ale znowu przeżywałem muzyczne święto co nie uszło uwadze Pani z grona pedagogicznego.

 

 

 

Był to kolejny długi koncert, więc publiczność po raz kolejny została muzycznie zaspokojona. A wśród publiczności byli także moi znajomi w tym przyjaciółka, którą ponad rok temu odnalazłem po prawie trzech latach poszukiwań. Tak więc fajnie się było znowu zobaczyć, spotkać, porozmawiać i zrobić wspólne zdjęcie z Anją….

 

Trasę zamknęły koncerty w Częstochowie, Krakowie i Bielsko-Białej. Jednak z informacji jakie zespół przekazał w wywiadach są już plany na kolejny materiał. Na pewno będą kolejne koncerty bo przecież niektóre albumy ponownie osiągnęły swoje okrągłe jubileusze. Także na pewno będzie się działo. A tymczasem zespół odpoczywa i nabiera sił po trasie, która była bardzo udana.

 

Cieszę się, że mogłem uczestniczyć w tym przedsięwzięciu, być jego częścią. Chce podziękować Anji za wszystko (bo wymieniać każdą rzecz z osobna to za dużo by miejsca zajęło), zespołowi i ekipie technicznej za atmosferę i za to, że was nie raz spotKAŁem i mogliśmy się bliżej poznać. Wszystkim przyjaciołom i znajomym z którymi mogłem się spotkać na koncertach, którzy nie tylko przybyli na koncerty ale również puszczali wici informacyjne o koncertach dalej. Fanom i moim czytelnikom.

 

A tymczasem jeśli chcecie uczestniczyć dalej w życiu zespołu, zachęcam do głosowania na singiel „Król Jest Nagi” a AntyRadiu. I czekać cierpliwie na kolejny klip, który pojawi się za jakiś czas. Zapraszam też do mojej recenzji płyty Viridian, którą znajdziecie w poprzednich wpisach.